Hej Babki Kochane!
Pisze, bo potrzebuje jakiegos wsparcia.. niestety nie radze sobie sama zbyt dobrze..
Mam psa, ktory wabi sie Bej i jest juz dosc sedziwym 16-letnim panem. Niestety ostatnio nie miewa sie najlepiej.. Pomijam fakt, ze ma lekka zacme i problemy z lapkami, ale wczoraj zachorowal na angine. Rodzice pojechali do weterynarza, ktory przepisal Mu antybiotyk i witaminy. Wszystko byloby dobrze, gdyby nie guz na nodze, ktory Bej ma juz kilka dobrych lat. Pojawil sie po tym, jak potracil go samochod, ale zawsze byl maly i weterynarze mowili, ze nie ma potrzeby tego ruszac.
Teraz okazalo sie, ze to rak... i ze tez nie nalezy tego usuwac, bo Bej moze nie przezyc operacji.. Niestety guz bardzo urosl i zaczal krwawic ;( Wiec Bejas dostal witamine K, i musi miec tego guzka smarowanego jodyna. Bardzo go boli.. nie moze podobno wstac sam z podlogi, nie je, nie pije... Tata dzis wyjechal daleko i na dlugo, mama wraca jutro ze szkolnego wyjazdu i moj brat zostal sam.
Naprawde jest juz bardzo kiepsko.. Boje sie, ze On sie juz z tego nie wylize, bo nawet nie ma skad brac sil.. Wciaz jest na srodkach przeciwbolowych.. Pojade do domu w poniedzialek wieczorem, ale nie wiem...
boze.. dziewczyny.. ja ciagle placze dzis caly dzien przez to.. przed chwila rozplakalam sie juz pod blokiem bo nie wytrzymalam i bylam w takim stanie, ze P. nie mogl mnie uspokoic przez 15 minut.. prawie zemdlalam, brakuje mi powietrza, trace oddech.. tak strasznie mi smutno.. wiem, ze szanse na wyzdrowienie sa bardzo male i wiem, ze trzeba jakos normalnie finkcjonowac, ale nie moge
na dodatek jedziemy jutro nad morze na weekend. Bardzo sie ciesze, tylko boje sie, ze nie bede mogla cieszyc sie kazda chwila.. a w poniedzialek mam 10,5 godziny siedziec w pracy.. wykoncze sie.. nie moge... w zyciu chyba sie tak nie czulam..