magnifique, co Ty w ogóle opowiadasz?
to, że te 70% Twoich znajomych odchudza się lub przejada to nie znaczy, że mają bulimię lub anoreksję i no ja np. nie choruję na bulimię ze względu na brak zajęć
jeśli Cię to tak bardzo interesuje to jest to niezależne od tego czy mam więcej czasu czy mniej
W związku z postem Groszka w bluzgatorze.
Bardzo ciężka sprawa........, że do niej nie dociera, ze coś jest nie tak zupełnie mnie to nie dziwi, szkoda, ze nie ma nikogo tutaj kto by wołami zaciągnął do lekarza
Rodzice nie bardzo wiedzą co robić - to jest ból naszego kraju....zamiast udać się po poradę do psychologa, rodzice przy początkach zaburzeń typu nerwica, bulimia, anoreksja czy nawet nerwica myślą, ze zmuszą kogoś do innego zachowania.
Dopiero jak sytuacja staje się naprawdę groźna okazuje się, ze to nie widzi-mi-sie tylko coś poważniejszego.
Hmm moze spróbuj z nią porozmawiać.........wcześniej nie było takich problemów? Znasz ją dobrze?
wcześniej nie było takich problemów? Znasz ją dobrze?
Znam, od 4 klasy podstawówki...
Nasz wspólna znajoma schudła też bardzo, ale przez to że nie mogła jeść przez problemy w związku, w 2 miesiące zrobił się z niej patyk. I obie z P. mówiłyśmy, że to strasznie wygląda, że źle się dzieje itp...
Później samej P. coś się stało i zachciała trochę schudnąć...na wakacjach ćwiczyła bardzo dużo...a później, będąc w szkole...no nie miała tyle czasu, więc zaczęła sobie odmawiać coraz więcej rzeczy...schudła jeszcze bardziej...dieta- niby zdrowa- warzywa, ryż, kurak gotowany...a poza tym, tylko tosty z serkiem śmietankowym, jabłka i jogurty naturalne...
Teraz się przyznała, że je "czasem" mięso, a podstawa to warzywa i ryż...
Obsesyjnie liczy kalorie...z rozliczeń moich wynika, że stosuje 1000kcal dziennie...od 1,5 ROKU...
Od dawna boję się, że się "stanie"...i co, okres jej zanikł...lekarka skwitowała, że żeby mieć okres należy uzbierać trochę tłuszczu, a że "jem tylko warzywa, ryż i czasem mięso, to tłuszczu...no nie ma".
Mówię z nią o tym, ale nie dociera...wszyscy jej anoreksję "wmawiają".
Teraz się wywróciła i sobie kolano roztrzaskała...ale podobno badania krwi ma dobre...
Boję się, ale co ja mogę...będę jeszcze jednym wrogiem na jej drodze do szczupłości...nie wiem co mam robić...
_________________ Dalej i dalej na paraboli czasu wznoszę się, aby za chwilę opaść na dno...
Wiek: 24 Dołączyła: 23 Maj 2007 Posty: 676 Skąd: Przejdź do mapy
Wysłany: Wto 06 Kwi, 2010 16:50
Groszek, przede wszystkim - nie zwalaj tego na medialny przymus "bycia chudym" dziś uważa się, że święte, które zagłodziły się na śmierć, to były anorektyczki. chorzy psychicznie mają to do siebie, że wyszukują dla swojej choroby usprawiedliwień społecznie akceptowanych (oczywiście podświadomie, choroba lubi się ukrywać). kiedyś - poświęcenie bogu. dziś - moda. ale to zawsze ma głębsze korzenie.
wiem, jak kto boli. bardzo bliska mi osoba od lat choruje na bulimię. wiem, że się nie przebijesz, dopóki ta osoba nie dojrzeje do zdania sobie sprawy z pewnych rzeczy.
nie bierz tego na siebie.
ona jest chora i to jej choroba.
to boli, ale ani temu winna nie jesteś, ani temu nie zaradzisz, o ile ona na twoją pomoc gotowa nie będzie.
Heidhr, zrzucam, bo wiem, że jej się "szczupłe" aktorki podobają. Kiedyś na aktorkę "same kości" zapiszczała z zachwytem "Aaaa, jaka ona szczupła!"... I zdaję sobie sprawę, że podłoże to psychiczne ma...
Tak właśnie myślę, że musi dojrzeć...ale boję się, że dojrzeje dopiero wtedy, gdy trafi do szpitala...
_________________ Dalej i dalej na paraboli czasu wznoszę się, aby za chwilę opaść na dno...
Wiek: 24 Dołączyła: 23 Maj 2007 Posty: 676 Skąd: Przejdź do mapy
Wysłany: Wto 06 Kwi, 2010 21:15
Groszek, to, że jej się podoba, to nie znaczy że wywołało jej chorobę.
czasem się mówi, że człowiek musi na dno spaść, żeby mu się oczy otworzyły. jeśli dla niej "dnem" będzie szpital - to super. wielu dziewczynom niestety szpital nie wystarcza. to okropna choroba, ale ty jesteś tu bezsilna, więc zostaw ten temat
Przypomniało mi się teraz....jak błam u kumpeli w szpitalu(próbą samobójcza) ona była na jednym oddziale z właśnie anorektyczkami i bulimiczkami.I opowiadała historie jednej,175 cm,45kg. Zaczęło jej się polepszać,więc wpuszczono do niej matkę i pierwsze słowa tej mamy to było...."Ooo!zobaczcie!Wyglądasz jak pajączek,chude nóżki,chude łapki a brzuszek taaaaaaaki okrąglutki" Dziewczyna następnego dnia znowu nie chciała jeść i robiła histerie.Mimo że przed wizytą matki chciała wyzdrowieć.
anoreksja to przede wszystkim choroba duszy, a dopiero w drugiej kolejności - ciała. Niestety, ale kobieta po raz kolejny stwierdziła, że problemy, które miała i wciąż ma, spowodowała jej matka.
Wszystko zaczęło się dokładnie 25 lat temu, gdy Isabelle miała 4 lata. Matka zakończyła wtedy romans z jej biologicznym ojcem dziewczynki i wpadła w depresję. Miała tylko jeden cel: spowodować, by Isabelle przestała rosnąć. Tę obsesję wywołał fakt, że kobieta obawiała się, iż dziewczynka może być córką jej męża, a nie kochanka. Ze względu na to, że ojczym Isabelle był bardzo wysoki, a drugi mężczyzna niski, kobieta uznała, że jeśli mała nie będzie rosnąć, udowodni, czyją naprawdę jest córką. Dziewczynka miała pecha, bo któregoś dnia matka usłyszała, że wychodzenie na świeże powietrze sprzyja wzrostowi dzieci. Postanowiła więc zrobić wszystko, aby dziecko nie wychodziło na zewnątrz. Ponieważ była nauczycielką, sama kształciła dziewczynkę. Przekonała ją też do bardzo czasochłonnej nauki gry na skrzypcach oczywiście, w domu i uniemożliwiała jej kontakty z rówieśnikami.
Kiedy Isabelle dorastała i coraz dotkliwiej odczuwała brak kontaktów z ludźmi, pomyślała, że sposobem na wyrwanie się z więzienia zafundowanego jej przez matkę może być choroba. Przestała więc jeść. W dodatku, kiedy miała prawie 13 lat, pewnego dnia matka powiedziała jej, że jeśli chce być artystką, powinna schudnąć (ważyła 39 kg przy wzroście 152 cm).
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum