jezeli to początki to wszystko bedzie dobrze, zacznij moze juz chodzic do psychologa, w poczatkach wszystko sie jeszcza da wyleczyc i bez farmakologii. wiem, bo sama choruje na bulimie, niestety juz 4 rok, nie poszlam sie leczyc mimo ze wiedzialam ze jest zle. a teraz kurwa zaluje
yvonne [Usunięty]
Wysłany: Czw 03 Sty, 2008 22:32
Villemcia napisał/a:
kurwa mam chyba początki bulimi...
radze sie za to jak najszybciej zabrac
jak u mnie 6 czy 7 lat temu sie zaczelo to myslalam ze to nic wielkiego
zreszta mialam tez malo informacji na ten temat
teraz po dlugim czasie i jednej juz terapii za soba wiem ze zle zrobilam nie mowiac wtedy o tym nikomu, nie szukajac wtedy pomocy, nie rozmawiajac o tym z rodzicami...
mi swieta jak zwykle minely pod znakiem obzarstwa i glowy w kiblu
mialam o tym nawet z rodzicami przedyskutowac ale nie odwazylam sie
raz mama nawet sie pytala co tak dlugo w wc robilam ale ja juz jestem profi - klamstwa i ukrywanie sie to dla mnie bulka z maslem
zreszta oragnizm jest juz przyzwychajony i zalatwiam cala sprawe w pare minut
wtedy bylam pijana i dluzej to trwalo ale ogolnie jest expertem w tej dziedzinie
a chico jak jest u mnie lub ja jestem u niego prawie za kazdym razem jak ide do ubikacji powtarza - nie wymiotuj bo cie pilnuje
i grozi ze moim rodzicom powie (chyba po chinsku)
a najsmieszniejsze w tym wszystkim jest to ze ze jestesmy teraz na tym etapie kiedy on mnie zaakceptowal taka jaka jestem i juz od wielu miesiecy nie uslyszalam zadnego glupiego komentarza dotyczacego silowni, cwiczen itd a ja mam jakis zdublowany powrot choroby
uwazaj na siebie
to mowi yvonne - osoba ktora przed chwila swoja kolacje oddala szanownej kanalizacji
ps. kurwa - a ja teraz jeszcze w alkoholizm powoli wpadam :-<
atreyu [Usunięty]
Wysłany: Czw 03 Sty, 2008 22:38
najgorsze są swięta w kiblu, rodzinne obiady w kiblu, urodziny kolezanki w kiblu...juz to wszystko przerobilam, byl szpital, byly psychotropy.
tak jak mowila yvonne, nie ma co bagatelizowac tego, trzeba zaczac działac od samego poczatku
spox...narazie jeszcze sie nie zmuszam do bycia z kiblem
ale kurwa te obsesyjne mysli ile zjadłam, ile powinnam, i ze jest jeden sposob-kibel- by sie tego pozbyc, troche mnie kurwa martwia...
Vil nie wiem na ile itd te mysli twoje są spowodowane nie prawdziwią opinią a na ile chęcią schudnięcia - faktycznie , ale o ile chcesz schudnąć to może wybierz się lepiej do porządnej dietetyczki niż myśl o kiblu
moja kumpela z pracy z dobrą dietetyczką schudła tak ze teraz normalnie podziwiamy ją za silną wolę itd \
oczywiście o ile źle się czujesz ze swoją wagą , bo jeśli ci z nią dobrze to NIC NIE RÓB - twoje dobre samopoczucie to podstawa a nie jakies opinie
_________________
"Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie czuł się jak u siebie w domu?"
Wiek: 24 Dołączyła: 23 Maj 2007 Posty: 676 Skąd: Przejdź do mapy
Wysłany: Pią 04 Sty, 2008 07:01
Villemcia, to ja mam od 2 lat jak ty i czytając na zajęcia ksiażkę o zaburzeniach jedzenia u siebie bulimię wykluczyłam. może jakieś zaburzenie jedzenia to jest, ale nie jest wyodrębnioną jednostką kliniczną. to mnie uspokoiło. w bulimii przede wszystkim nie ma świadomości choroby i to chyba jeden z jej ważniejszych wyróżników... facet oczywiście się o mnie martwi, ale ja o siebie coraz mniej.
dziewczyny bulimiczki - powodzenia wam życzę.
yvonne, jesteś po terapii, interesuje mnie to trochę z tego punktu widzenia (myślę czy nie pójść w tę stronę po studiach). w tej mądrej książeczce napisali, że kwestia wyglądu jako takiego w bulimii nie jest głownym "patogenem". więc akceptacja chica (jakkolwiek godna powszechnego zadowolenia ) chyba z bulimii nie wyleczy?
_________________ LEEGIAA!!!
yvonne [Usunięty]
Wysłany: Pią 04 Sty, 2008 14:49
heidhr napisał/a:
yvonne, jesteś po terapii, interesuje mnie to trochę z tego punktu widzenia (myślę czy nie pójść w tę stronę po studiach). w tej mądrej książeczce napisali, że kwestia wyglądu jako takiego w bulimii nie jest głownym "patogenem". więc akceptacja chica (jakkolwiek godna powszechnego zadowolenia ) chyba z bulimii nie wyleczy?
hmm, u mnie nie jest tak ze wstaje codziennie z zamiarem wymiotowanie
normalniejej sniadanie, normalnie jem obiad
ogolnie mam tendencje do tycia wiec staram sie jesc dosc 'dietetycznie'
problem jest wieczorem kiedy przez przypadek raczej przekrocze tzw granice sytosci i po prostu zle sie z tym czuje - psychicznie i fizycznie
ale to nie dzieje sie codziennie
jak jestem u rodzicow to problemem jest po prostu nadmiar zarcia w lodowca
jestem lakomczuchem i bym wszystko polkena
i znow - zle samopoczucie psychiczne i fizyczne
co do samego wygladu to wcale nie uwazam bym byla potworem
zreszta abstrahujac od chica bylam wczesniej w 3 zwiazkach (jednym 3letnim i 2 rocznych) i nigdy nie uslyszalam nic negatywnego o swoim wygladzie a chora w tym czasie tez juz bylam
bylam kiedys na terapii ale nie bylam z niej zadowolona
to bylo dawno temu
organizowane przez srodek pomocy studentom
i wlasciwie w ogole mi to nie pomoglo
choc moze to i moja wina - moze za malo sie staralam
z drugiej strony to nauczylam sie jakos zyc z choroba i nawet jakos mi ona tak strasznie nie przeszkadza
to wprawdzie zaden powod do dumy ale umiem juz o tym przynajmniej (w internecie ;->) mowic...
troche sie boje komplikacji (ponoc moze to sie smiercia skonczyc) i wiem ze moj facet tego nie akceptuje...
chyba problem lezy bardziej we mnie niz w moim wygladzie
choc fakt - chcialabym kiedys nosic rozmiar 36 by moc wszystko zalozyc i dobrze w tym wygladac
i zawsze zazdroszcze ludzion akceptujacych sie takimi jakimi sa bo u mnie chyba zawsze byl z tym problem - a bulimie zaczelam nie badac gruba
przy 175 wazylam 58 kg jak pierwszy raz 'tego sprobowalam'
po prostu moje zycie od zawsze kreci sie w okol mojej wagi (juz w wieku 10 lat robiono mi pierwsze diety....)
Wiek: 24 Dołączyła: 23 Maj 2007 Posty: 676 Skąd: Przejdź do mapy
Wysłany: Pią 04 Sty, 2008 17:47
yhm, yvonne, właśnie podobno bulimiczek więcej niż anorektyczek się zgłasza do leczenia, ale mniej z nich współpracuje i leczenie podejmuje na dłużej... może poszukaj pomocy jeszcze gdzie indziej? bo warto. albo może literatura, tylko ambitniejsza niż "poradnik dla rodziców nastolatek" ja na zajęcia mam to - http://www.wuj.pl/index.p...000000000000415 . chyba głupio akceptować chorobę...
Jeśli zauważyłaś to dobrze, że już teraz - zamiast liczyć kalorie i posiłki zapisz się na jakieś fitnessowe, a nawet bardziej wellnessowe zajęcia, żeby się dopieścić.
Rzyganie niewiele zmieni, a tylko zaszkodzi:
- paradoksalnie od rzygania się często tyje - bo organizm przechodzi na tryb głodowy, a i broni się przed odwodnieniem, wiec magazynuje wodę, patrz=> opuchlizna, tzw. wodny celulit, mi się zaczęło z jakieś 7 lat temu po ostrym epizodzie anoreksji, gdy zauważono, że nie jem, a chciałam jeszcze schudnąć - przytyłam w ekspresowym tempie,
- refluksik, wrzody ( od pół roku ani razu nie prowokowałam wymiotów, ale za to kilka razy dziennie samo mi się cofa do przełyku i paszczy - urocze, nieprawdaż???)
- zęby załatwione dokumentnie - matowe, chropowate, a 4 poszły się jebać, bo się po prostu rozpadły na kawałki, do dentysty iść się wstydzę - bo odrazu widać....
- wieczne zajady, przy skłonności do alergii i suchej skórze babrzące sie zmiany atopowe przy kącikach ust i na dłoniach, chomikowy wygląd
- krwiaki i siniaki na dłoniach, popękane naczynka, jak żyłka mi pękła w oku to też bylo pięknie.
_________________ CHLEBA I PRACY DLA WSZYSTKICH!!! SALAMI DLA WYBRANYCH!!!
zamiast liczyć kalorie i posiłki zapisz się na jakieś fitnessowe
a czy to źle, że sie liczy kalorie?bo ja sie odchudzam i sobie licze...
_________________ Nie może być dla kobiety większej udręki niż mężczyzna, który jest tak dobry, tak wierny, tak kochający, tak niepowtarzalny i który nie oczekuje żadnych przyrzeczeń. Po prostu jest i daje jej pewność, że będzie na wieczność.
Boisz się tylko, że ta wieczność – bez tych wszystkich standardowych obietnic – będzie krótka. S@motność w Sieci J.L. Wiśniewski
atreyu [Usunięty]
Wysłany: Sob 05 Sty, 2008 12:00
nie jest źle poki nei wpadasz w paranoje i dzienną dawkę kalorii zmniejszasz do 50 a na wieczór nadrabiasz 10000
hehe nie tak żle nie jest staram sie jesc 1500 kcal ale jak podliczam to dziennie jem około 1000 i po 18 nic nie jem. Myslalam wczoraj o wymiotach, ale nie potrafie sie zmuśić. Nie lubie
_________________ Nie może być dla kobiety większej udręki niż mężczyzna, który jest tak dobry, tak wierny, tak kochający, tak niepowtarzalny i który nie oczekuje żadnych przyrzeczeń. Po prostu jest i daje jej pewność, że będzie na wieczność.
Boisz się tylko, że ta wieczność – bez tych wszystkich standardowych obietnic – będzie krótka. S@motność w Sieci J.L. Wiśniewski
Wiek: 23 Dołączyła: 13 Lis 2005 Posty: 246 Skąd: warszawa
Wysłany: Sob 05 Sty, 2008 14:28
Ja należę to osób, które skłaniają się chyba ku jakimś zaburzenim jedzenia... Nie kaceptuję siebie i ciągle wydaje mi się,że jest mnie za dużo. Dzien w dzień właże na wagę i cieszy mnie każdy stracony kg. nie mam tendencji to tycia, ale ciągle staram się ograniczać...W domu-jem. wyjadę do Warszawy i przechodze na diete składającą się z yogurtu naturalnego z płatkami fitness...Genialnie się czuję, gdy wiem,że długo nic nie jadłam i jestem wygłodniała, ale tego głodu nie chce zaspokoić. Jestem niby swiadoma tego,że mam normalną budowę-nie grubą, nie chudą-ale sibie nie umiem zaakceptować. Moja waga jest dla mnie jakąś obsesją i to od dawna... Kiedys próbowałam wymiotowac po obiedzie, ale nie udało mi się-nie wiem czy dla tego,że po prostu nie wiem jak się do tego zabrać, czy zwyczajnie byłam przekonana o niesłuszności tego działania...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum