Obiecałam że coś tu skrobnę, choć szczerze mówiąc nie wiem co
Od 5 lipca jestem na diecie (bardziej lub mniej

) South Beach. W wielkim uproszczeniu dieta zakłada wyeliminowanie cukru i zakazuje spożywania wielu produktów, między innymi białego pieczywa, makaronów i ryżu, ziemniaków, wszelkich słodyczy, białego cukru i produktów, które go zawierają. Opiera się na indeksie glikemicznym - należy spożywać produkty o jak najniższym indeksie glikemicznym.
Dieta zakłada III fazy. I faza trwa dwa tygodnie i wyklucza wszelkie pieczywo, nawet produkty pełnoziarniste oraz owoce. W sieci łatwo znaleźć produkty zakazane i dozwolone więc nie będę się rozpisywać. Całkowicie zakazany jest alkohol. W ciagu tej fazy waga spada najszybciej, ale też należy pamiętać że zlatuje wtedy dużo zatrzymanej w organiźmie wody. W II fazie wprowadzamy jeden produkt pełnoziarnisty (ciemne pieczywo, ciemny makaron, kaszę, brązowy ryż etc.) i jeden owoc. Od czasu do czasu można napić się czerwonego wina. Najlepiej produkt pełnoziarnisty rano a owoc przed obiadem, lepiej unikać jedzenia owoców wieczorem. Należy jeść jak najwięcej warzyw, zalecane do każdego posiłku chociaż pół szklanki warzyw o ile dobrze pamiętam, ale generalnie im więcej warzyw tym lepiej. W tej fazie jest już więcej produktów, które możemy wprowadzić, tutaj również odsyłam do sieci by zobaczyć całą listę. Dietujemy sobie na II fazie dopóki nie zrzucimy tyle, ile chcemy. Gdy osiągniemy satysfakcjonujący wynik wskakujemy na fazę III, w której już można jeść wszystko ale oczywiście z umiarem i nie za często. Chodzi tu o zmianę nawyków żywieniowych więc można powiedzieć że to dieta do końca życia tak naprawdę, bo jeśli wróci się do starych nawyków to oczywiste że i kilogramy wrócą. Jemy 5 posiłków dziennie, kolację można jeść 2h przed snem - ja często wsuwam wędzoną makrelę, albo godzinę przed snem kolację białkową.
Nie żałujemy sobie porcji - jemy tak, żeby się najeść ale nie przejeść. Posiłki mniej więcej co 3h ponieważ staramy się nie dopuścić do uczucia głodu, które czasami pojawia się przy dłuższych przerwach między posiłkami.
Pijemy dużo wody mineralnej, jeśli już łapie kogoś na słodkie można się napić Coli Zero - choć niezdrowa bo słodzona słodzikami.
Właśnie, aby zastąpić cukier możemy używać słodziku. Oczywiście, jest niezdrowy ale na początku ciężko jest się przestawić na niesłodzenie niczym.
W II fazie dozwolona jest fruktoza (można kupić w sklepach ze zdrową żywnością albo większych marketach).
Teraz o mnie. Dietuję sobie od pół roku, do tej pory schudłam 15kg. Co ważne nie robiłam I fazy, na której spadek wagi jest najszybszy, tylko od razu zaczęłam II. Nie jest to wynik że tak powiem dupę urywający bo wiem, że gdybym cały czas sumiennie stosowała dietę spadek byłby o wiele większy ale po powrocie na studia z powodu braku czasu często wpadały jakieś fastfoody z kfc czy kebab. I piwo, duuuużo piwa i wina. Na imprezach po wypiciu alkoholu nie żałowałam sobie również chipsów czy ciastek. Na świeta również mocno przeholowałam. Ale zawsze po kilku dniach rozpusty ze spuszczoną głową wracałam do dietki. To nie jest tak, że tak trudno wytrzymać w dietowaniu - zwyczajnie to przez moje lenistwo i brak czasu miałam te dni wyżerki.
Ogólnie to tylko tak strasznie brzmi rezygnacja z produktów z białej mąki i słodyczy ale naprawdę nie jest ciężko. Teraz nawet nie ciągnie mnie do tych produktów a jak ostatnio musiałam kupić na uczelni kanapkę z białego pieczywa to nawet mi nie smakowało. Białą mąkę zastępujemy pełnoziarnistą i już jest lepiej. Np. pierogi z ciemnej mąki tez są pycha (oczywiście nie ruskie tylko z kapuchą lub mięsem, bo ziemniaków nie jemy

). Oczywiście nie należy przesadzać i nie jemy produktów pełnoziarnistych 5 razy dziennie
Na początku stosowałam słodzik, później całkowicie zrezygnowałam z dosładzania, jedynie jak mam ochotę na coś słodkiego to jem np. jogurt naturalny ze startym jabłkiem i odrobiną fruktozy lub jedną tabletką słodziku.
Można kupić książkę o diecie South Beach, ale nie jest to konieczne. Ja ją kupiłam ale nawet nie przeczytałam całej, wszystkie informacje czerpałam z internetu.
Przez całą dietę nie uprawiałam żadnego sportu, lenistwo kanapowe, nawet palcem nie ruszyłam, czego teraz żałuję, bo jestem najzwyczajniej w świecie flakiem teraz. Także po swoich błędach zachęcam jednak do aktywności fizycznej, przy gubieniu większej ilości kilogramów jest to jednak bardzo ważne.
Hmm... nie wiem co by tu jeszcze dodać