Ja akurat póki mi się matmy chciało uczyć, to umiałam ją na piątkę, zresztą na maturalnym mam cztery, ale jakbym miała ją zdawać na maturze, to szlag by mnie trafił :] Pisemną maturę zdawałam z angielskiego (no i z polskiego, naturalnie), ustną z WOSu, do tego musiałam napieprzać na egzaminy wstępne historię i WOS w zakresie dużo szerszym niż program ogólniaka przewiduje.
Jakbym miała wtenczas marnować czas na matmę, to bym się z lekka mówiąc zirytowała, także Łybacka była moją dobrodziejką :]
Nawiasem mówiąc z matmy wszystko, co w życiu potrzebne policzę sobie sprawnie bez kalkulatora, jeśli nie są to jakieś rozbudowane operacje to w pamięci, natomiast moja matka, która maturę z matmy miała obowiązkową, potrafi źle policzyć na kalkulatorze, a na ułamkach zwykłych wysiada, bo nie do końca wie jak to przełożyć na dziesiętny, żeby go do tegoż kalkulatora wpisać.
Co nie przeszkadza jej być zajebistym adwokatem