Od wtorku (26.04) postanowiłam się odchudzać.
Trzeba w końcu wziąć się za siebie. Wesele siostry tuż tuż.. a ja chcę kupić piękną sukienkę.
Najbardziej wkurza mnie, że sprzedawca w ogóle nie zwraca na mnie uwagi . Przykład: byłyśmy wybierać suknię. Ja, mama i Marta.
Gdy siostra wybierała dla siebie, ja z mamą oglądałyśmy coś dla nas. Sprzedawczyni mówiła do mamy i siostry, to pasuje, tu lepiej, tu się źle układa.. Aż w końcu Marta mówi: A może doradzi Pani coś dla mojej siostry?
I wtedy tak jakby: zauważyła mnie. Koszmar, aż się zakupów odechciewa.
Odżywiałam się źle. Nie jadłam dużo w ciągu dnia, bo było to śniadanie, potem coś przekąsiłam a jak P wracał robiłam obiado-kolacje która mnie gubiła. Bo byłam taka głodna, że zjadałam swoją porcję i (wstyd się przyznać) to czego nie zjadł mój chłop.
Także o 20 żarłam jak świnia, i za godzinę- dwie szłam spać.
Próbowałam diety proteinowej, ale przy 2 podejściach (a nawet 3) w 3-4 dniu było mi tak słabo, tak źle, tak niedobrze, bolała mnie głowa, a za 3 razem już zwróciłam te jajca, ten jogurt więc spasowałam
Doszłam do wniosku, że jak mieszkałam u rodziców to mój dzień był poukładany, łącznie z posiłkami. Bo miałam 2 zmiany, i na rano i na południe więc wszystko spalałam. A teraz o 12 w pracy najadłam się, o 16 kończyłam, gotowałam obiad, zamiast zjeść – czekałam na P i od 2 lat to samo.
Mam chore kolano, ucisk na kręgosłup (już) bo drętwieją mi dłonie, bolą mnie plecy, głowa, czułam się ociężała, męczyło mnie wszystko.
Weszłam na wagę: zdębiałam. Więcej niż przy porodzie. Więc zaczynam.
Nie chciałam diety na której będę głodna i rozdrażniona, chcie być najedzona.
Wiem, że ta jest skuteczna bo moja mama schudła na niej 15 kilo – na początek tyle mi starczy. (odchudzała się 2 lata temu i mimo powrotu do starych posiłków (czasem) nie przybrała)
Odstawiłam słodycze, chipsy itp. Wszystkie gazowane i słodkie napoje. (alkoholowe też, mimo iż raz na mc napiłam się wina, taki mój rytuał po wypłacie

)
Postawiłam na herbaty i wodę niegazowaną. (kawę też)
Aby nie jeść słodyczy kupiłam chrom – pomaga, nie zjadłam NIC SŁODKIEGO. (do dnia dzisiejszego)
(używam słodzika, przez co mam napady na słodkie więc w domu nic słodkiego nie ma, a zamiast cukierków – jabłka)
Mogę jeść: gotowany makaron, ryż, kaszę – nie polewając sosami, tłuszczem itp. (jedynie jogurtem nat z czosnkiem i innymi sosami na jego bazie)
Mięso pieczone/gotowane bez dodatku tłuszczu.
Odstawiłam białe pieczywo, ziemniaki, te drugie mogłabym zjeść pieczone na folii w piekarniku bez jakiegokolwiek dodatku.
Gdy np. Paweł je kotlet ze schabowego, a ja mam ochotę - mogę zjeść ale gdy on ma ziemniaki, ja jem go samego z sałatką/surówką. (już nawet bez ryżu, makaronu itp.)
Zjadam musli Lidlowe (pycha), owoce, warzywa, ciemny chleb, ew wafle ryżowe i chlebek wasa.
Robię kanapki z jajka, ogórka, pomidora, chudej wędliny.. Oraz dużo surówek, sałatek..
Ćwiczę w domu, brzuszki, na steperze, wychodzę na spacery. Dam radę!
Dzisiaj się zważę. Zobaczymy.
Potrzebuje Waszego wsparcia!!
Będe tu pisała o każdym wejściu na wagę. Zarówno wtedy jak spadnie mi waga jak i wtedy gdy się podniesie.
Wtorek
26.04.2011r –
waga 95,6 kg
(11d)
06.05.2011r -
waga 94,6
(3d)
09.05.2011r -
waga 93,5
19.05.2011r -
waga 93,6