Wszystko kwestia gatunku. Są różne rodzaje, z patyczkami lub bez (te bez są mocniejsze), mniej lub bardziej cierpkie, trzeba jednak się przekonać na własnej skórze

kiedyś piliśmy Noblezę, w wersji bez patyczków, była jednak cholernie mocna, więc przesiedliśmy się na Amandę oraz Pipore, obie są łagodne w smaku i z racji tego, że mają patyczki, to i są słabsze.
Co do fachowego zestawu - tak jest po prostu najwygodniej. Zamiast matero (naczynie) z tykwy polecam jednak ceramiczne, bo nie ma ryzyka, że zajdą pleśnią - a te z tykwy lubią. No i bombilla (czyli rurka) koniecznie rozkręcana - fakt, kosztuje najwięcej, ale można ją wówczas spokojnie wyczyścić w środku, jeśli zatka się od pyłu. Ja miałam kiedyś bombillę bambusową i przyznam, że z niej yerba smakowała mi najlepiej, ale to taka w sumie jednorazówka - zatkała się szybciutko. Tak czy inaczej - "inwestycja" w sprzęt to średnio około 70-80 zł (ale jest to jednorazowa inwestycja - ceramiczne matero służy póki się nie stłucze - a i o to trzeba by się pewnie postarać

, a metalowa bombilla, o ile często czyszczona i utrzymywana w dobrym stanie, to pewnie dopóki gwint w niej się nie przekręci, więc spokojnie parę lat), kilogram yerby w zależności od gatunku kosztuje mniej więcej od 20 do 30 zł i starcza na dość długo.
Inna opcja to sypanie yerby do torebek na herbatę i parzenie normalnie jak herbatę, w kubku, ale wówczas trochę inaczej smakuje (imho też znacznie łagodniej).
W obu wypadkach oczywiście warto wyposażyć się w termometr, yerbę parzy się w temperaturze około 75-80 stopni. A latem można robić sobie terere - czyli zalewać susz lodowatą wodą

ja nie próbowałam jeszcze, ale się do tego przymierzamy, ponoć smakuje zupełnie inaczej i ma też nieco inne właściwości
Metody "fachowego" przyrządzania yerby są zresztą pokazane chyba we wszystkich internetowych sklepach z yerbą, no i generalnie na każdej stronie internetowej poświęconej temu magicznemu naparowi