Moje pytanie będzie odrobinę nietypowe. Otóż sporo się krzyczy o zaburzeniach nastroju związanych z przyjmowaniem hormonów jako skutku ubocznym, tzn. rozdrażnieniu i raczej pogorszeniu samopoczucia.
A ja u siebie obserwowałam, po rozpoczęciu brania tabletek, fakt - pierwszy tydzień rozdrażnienia, ale kolejne - niebo
Wcześniej, stanem neutralnym było dla mnie rozdrażnienie właśnie, zmęczenie i przygnębienie, jak sądziłam, spowodowane sytuacją życiową (która notabene ciągnęła się od dłuższego czasu i nie była znowu taka zła, mam na myśli niedogodności związane ze związkiem na odległość). Obecnie, pomimo tego, że moja tak zwana sytuacja życiowa pogorszyła się (problemy z rodzicami, jeszcze rzadsze spotkania z facetem, brak czasu, duża presja - więcej pracy), stanem neutralnym od pewnego czasu jest, zwyczajnie, dobry humor...

To może brzmieć dziwnie, ale wcześniej to było dla mnie nie do pomyślenia
I teraz pytanie: czy naprawdę mogę się w tej zmianie dopatrywać efektu jakiegoś wyregulowania hormonów, czy to zupełnie nie ma ze sobą związku?
Bo skoro mogą wpływać negatywnie na nastrój, to może i pozytywnie...