Dobra, w tym miesiącu odstawiłam tabsy, pierwszy seks po odstawieniu -> schiza ciążowa

Zabieram się za NPR do cholery.
Przeczytałam iner.pl, czekam na miesiączkę, żeby zacząć mierzyć. W związku z tym, co jest napisane na powyższej stronie (że elektroniczne są nieprecyzyjne) postanowiłam sprawdzić, jak to jest z tym microlife (akurat mam go w domu, służył mi raz w czasie choroby do podpachowego mierzenia gorączki).
I cholera, zmierzyłam trzy razy dokładnie w tym samym miejscu, do pierwszego pikania - no i wyszło... raz 36.8, raz 36.9, raz 36.7. Za każdym razem opłukałam go w letniej wodzie, mierzyłam po prawej stronie pod językiem. Termometr mam ponad pół roku z tego co pamiętam, używany był naprawdę kilka razy.
Kupić nowy micro, zdezynfekować domowy rtęciowy i go zaadaptować do tych celów, czy inwestować cztery dychy w owulacyjny?
EDIT: Zmierzyłam trzy razy z płukaniem w pochwie, za każdym razem wyszło 37.0, już wszystko wiem