Wiek: 23 Dołączyła: 23 Maj 2007 Posty: 673 Skąd: Przejdź do mapy
Wysłany: Pią 02 Lip, 2010 18:18
jedziemy autostopem...?
niedawno zadebiutowałam jako autostopowiczka i jestem bardzo ciekawa waszych historii
skąd? dokąd?
z kim?
bezpiecznie?
ciekawe przygody?
takie, że "już nigdy więcej"?
a może nigdy nie spróbujecie?
zabieracie autostopowiczów?
ja trochę na wariata się zdecydowałam - wracałam z przyjaciółką z bieszczad, 30km za rzeszowem, w szczerym polu, po północy, popsuł się autokar... mieliśmy ponad 2h czekać na nowy. więc zaczęłyśmy machać
najpierw złapałyśmy tira do lublina (wsiadł kolega, który mówił, że nic nie złapiemy, bo za blisko autokaru), a potem osobowy w okolice warszawy. i wiecie co?
tego, czego zawsze się bałam w podróży autostopem, to psychopaci, zboczeńcy... do głowy mi nie przyszło, że mogę trafić po prostu na... kiepskiego kierowcę ten kierowca sam się przyznał, że kiepsko widzi i już parę razy do domu chciał zawracać. pan był dziwny, opowiadał całą drogę o imprezkach w sanatoriach, gdzie na zabiegi człowiek nie ma już siły i czasu, bo wieczorem dansingi a potem imprezki w pokojach opowiadał też o reinkarnacji i o duchu, który zniszczył w drobny mak szklankę, w której stała szczoteczka do zębów po czym czmychnął przez ścianę
wysadził nas w okolicach wilgi, 3:30, po 10 minutach jechałyśmy dostawczakiem złapałyśmy bardzo miłego piekarza podrzucił nas już bardzo blisko domu i... na pożegnanie poczęstował świeżutkimi drożdżówkami
i powiem wam, że autostop chyba uzależnia
wczoraj wracałyśmy z imprezy, do nocnego pół godziny więc my co...? stopa
tak miło i pomyślnie zaczęłyśmy autostopową przygodę, że myślimy nad dalszą podróżą.
może na litwę? a może do rotterdamu?
czemu nie mogę poprawić ankiety?
chciałam opcje: "pewnie!", "mam ten etap za sobą", "chciałabym, ale..." i "nigdy w życiu!", czemu tylko 2 zapisał?
_________________ LEEGIAA!!!
Ostatnio zmieniony przez heidhr Pią 02 Lip, 2010 18:31, w całości zmieniany 2 razy
heidhr, uzależnia, uczy wykorzystywania i pójścia na łatwiznę Wiem co mówię. 3 lata temu non stop tak podróżowałam. Wiele razy podrzucano mnie pod dom (od głównej jest 3km do mojej wsi). Miałam 2 nieprzyjemne przygody.
Wiele razy jechał ktoś znajomy, to się kogoś poznało. Często przedstawiciele handlowi.
Teraz żałuję i się cieszę, że nic złego się nie stało. Podróżowałam sama, z koleżanką. Strach minął. "No bo po co płacić 5-10 zł w jedną stronę jak można coś kupić innego za tyle?"
Ale teraz... Nie wiem, może na krótkich odcinkach, w moich terenach - tak. Ale gdzieś dalej... W życiu.
Nieraz było po 10, najwięcej chyba 13 samochodów w jednym dniu. Kiedyś do Świnoujścia pojechałyśmy z koleżanką. Ode mnie to jakieś 60-70km w jedną stronę. To była najdłuższa i najbardziej stresująca podróż.
Trzeba uważać i tyle. Ja byłam młoda i głupia, zero zabezpieczenia w postaci gazu, czy cokolwiek innego. Jednak... Ja nie polecam mimo wszystko
Autostop to świetna sprawa Zawsze jednak jeżdżę z jakimś kumplem (w sensie facetem). Negatywnych przygód brak. Do dziś wspominam drogę powrotną z festiwalu w Jarocinie - trafił nam się bardzo luksusowy samochód Niestety czasami zdarzają się kierowcy, którzy słowem się nie odzywają, a to właśnie w tych rozmowach tkwi urok Planujemy z chłopem dłuższą podróż stopem, ale na razie cały czas coś nam nie pozwala
e tam
mi kiedyś koleś na sam koniec zaczął się masturbować
nigdy w życiu sama nie wsiądę
_________________
/Nic odkrywczego nie powiem - po prostu wiem, że nic nie jest takie, jak nam się wydaje, a niektóre sądy na własny temat mogą się okazać nieprawdziwe./
Guzik, haha
autostopowalam czasami za czasow liceum, do szkoly mialam 30 km. kiedys caly kwiecien przejezdzilam z kolezanka w ramach oszczednosci niektorzy ludzie byli bardzo przyjemni, poznawalam przerozne, zyciowe scenariusze i przedziwne typy ludzkie, naprawde to lubilam
ale nigdy nie odwazylam sie wybrac autostopem sama.
nie doswiadczylam wielu nieprzyjemnych podrozy, ale pare ich bylo, np. pan, ktory nawracal nas, "maloletnie, wyuzdane rozpustnice" puszczajac na caly glos radio Maryja. pijani kierowcy, ktorzy nie chcieli sie odczepic, mimo, ze odmowilysmy. albo tacy, ktorzy ku naszemu zaskoczeniu mowili na sam koniec: "nalezy sie XX zł "
zdarzali sie tez fajni, ktorzy prosili o numer , nadkladali dla nas drogi lub z ktorymi nawiazalysmy znajomosci.
kiedys bylam zmuszona wracac z kolezanka autostopem o 23 w wakacje, po imprezie, zatrzymal sie tir. jak wsiadalysmy, powiedzialam: tylko podwózka, prosze pana! ( ) pan wbil w gadke."a co wy dziewczyny tak pozno wracacie, wy pewnie z Ukrainy albo Bialorusi jestescie?" na co ja, niekumata, a co jakis dziwny akcent mamy? jestesmy z tego miasta, do ktorego jedziemy. "juz pozno, to wy pewnie swiezo z pracy wracacie?"
zarowka zaswitala mi dopiero, jak wysiadłam.
ogolnie polecam, ale z zachowaniem wszelkiej ostroznosci i z glowa. i na pewno nie w pojedynke.
_________________ każdy z nas zrozumie tylko tyle, ile sam sobą czuje..
z facetami jest zupełnie inaczej,
ja swoją przygodę ze stopem zacząłem jak miałem 15 lat, i jeździłem przez 4 lata bardzo dużo, Polskę właściwie zjeździłem we wszystkich kierunkach.
No ale wiadomo, że szczyla to zabierali, choć i tak zdarzyło mi się spać w rowie koło drogi, bo przez kilka godzin nikt się nie zatrzymał i uznałem że nie ma sensu w nocy próbować, lepiej się przespać:)
No i był taki jeden rok że trzy-cztery razy w tygodniu pokonywałem trasę Łódź - Konin - Łódź przez Krośniewice. Oj wtedy to się stopem najeździłem. Później przez kilka lat nie zdarzyło mi się żebym nie zabrał stopowicza, jak stał. Od czasu jak jestem z Kaśką, i z nią jeżdżę to przestałem zabierać, ale to dla tego że ona mi strasznie marudzi jak się zatrzymuje, a ona musi robić miejsce dla dodatkowego pasażera.
i ze swojej strony chcialam uczulić na spanie w rowie.
mój cioteczny brat stracił tak fragment czaszki i dochodzi do siebie od 1,5 roku...
zaskoczyła go kosiarka do rowów.
nie był pod wpływem %
i ze swojej strony chcialam uczulić na spanie w rowie.
mój cioteczny brat stracił tak fragment czaszki i dochodzi do siebie od 1,5 roku...
zaskoczyła go kosiarka do rowów.
nie był pod wpływem %
Ło matko. Te historie.
Ja nigdy nie wsiadłam w stopa. Wolę iść pieszo. Parę kilometrów już mi się zdarzyło iść bo autobus uciekł ale odwagi nie miałam, żeby zatrzymać. Wolałabym dygać własnymi nogami . A pozytywnych wspomnień ze stopa słyszałam tyle samo co negatywnych. Dla mnie mimo wszystko za duże ryzyko i za dużo horrorów się naoglądałam I za bardzo cenię sobie moje bezpieczeństwo
Dla mnie to z jazdą stopem prawie jak z moją jazdą motorem. Pewnie dopóki mi się nic nie stanie to wszystko pięknie i to kocham. Oby tak zawsze było i w wypadku was autostopowiczów i w moim przypadku
_________________ " Niech żyją szaleńcy. Nieprzystosowani. Buntownicy. Możecie ich cytować, nie zgadzać się z nimi, gloryfikować ich lub oczerniać. Nie możecie tylko jednego: ignorować ich. Ponieważ to oni są motorem zmian. Oni popyjachą naprzód ludzkość. I choć wielu uzna ich za wariatów, my dostrzeżemy w nich geniuszy. Ponieważ tylko ludzie wystarczająco szaleni, by przypuszczać, że mogą zmieniać świat, naprawdę go zmieniają".
Ja jeździłam dużo..
Machałam z koleżanką , z moim byłym.
Pokonywałam małe odcinki, oraz całkiem spore.
Teraz już za nic bym nie próbowała podróżować w ten sposób.
Ja takie "machanie" wspominam całkiem przyjemnie, natomiast znajomi mieli nieciekawe przygody (koleżance cudem udało uniknąć się gwałtu, znajomemu kierowca wydarł z ręki komórkę i uciekł).
Ja zawsze docierałam szczęśliwie do celu.
_________________ To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
i ze swojej strony chcialam uczulić na spanie w rowie.
mój cioteczny brat stracił tak fragment czaszki i dochodzi do siebie od 1,5 roku...
zaskoczyła go kosiarka do rowów.
nie był pod wpływem %
ano rzeczywiście, podkreślił mi to ff ale jakoś umknęło:)
spanie w rowie... cóż, pewnie nie było to odpowiedzialne, ale czego się spodziewać po szesnastolatku pod tym względem...
było też tak że pod mostem spałem, ale przeciągi straszne...
a bałem się kierowcy właściwie tylko raz, jak zatrzymał mi się facet ubrany w sukienkę... w kwiatki. W trakcie drogi okazał się jednak nawet miłym gościem, i zboczył z trasy ze 20km żeby podrzucić mnie na miejsce.
ja jechalam pare razy ale na bardzo krotkich odcinkach
w miescie
na dluzsze trasy nie zdecydowalabym sie
mialam tylko raz nielmiale zdarzenie kiedy facet nie chcial mnie z samochodu wypuscic dopoki nie dam mu mojego numeru telefonu
dalam mu wymyslona i wysiadlam
my natomiast z ojcem czesto autostopowiczow bralismy
najczesciej mlodych ludzi
glownie pary
raz jednak goscia wzielismy i sie zaczal dziwnie zachowywac
od tego czasu nigdy wiecej
Ja osobiście dość często jeżdżę i jeździłem autostopem bo do niedawna czyli zakupu Maleńkiej to wręcz codziennie od poniedziałku do piątku gdyż pomimo faktu liczenia na tzw "farta" szybciej docierałem od busa do celu jakim była szkoła oraz powrót z niej zaś swoją przygodę zacząłem mniej więcej w wieku 10 lat . Z takim stażem nigdy mi się nie zdarzyło mieć jakichkolwiek negatywnych odczuć (nie licząc zdenerwowania kolejnym nie zatrzymującym się samochodem) a wręcz pozytywne gdyż jako pasażer mogłem jeździć samochodami które raczej zawsze pozostaną poza zasięgiem finansowym mojego budżetu domowego
_________________ "Aut viam inveniam aut faciam" "Chi vuol farsi amare, amabile deve diventare" Proverbio
"Jeżeli coś jest niemożliwe do wykonania , dajcie to zrobić Polakom" Napoleon Bonaparte
Kilka razy zdarzyło mi się jechać autostopem - ale generalnie tego nie uprawiam, i bałabym się sama to robić, raz bardzo potrzebowałam dojechać do stacji PKP, która była oddalona o parę kilometrów i byłam strasznie postresowana, że trafię na jakiegoś psychola.. całe szczęście trafiłam na bardzo miłą parę. Raz z kolei zdarzyła mi się taka miła historia, jak przy granicy polsko-słowackiej złapałam stopa (ale byłam wtedy z chłopakiem) do najbliższego miasta, i na powrót też ustawiliśmy się z tymi samymi osobami (to było starsze małżeństwo, jechali do sanatorium, na jakieś solanki czy coś) - na wieczór, konkretną godzinę, na stacji benzynowej - no i podjechali po nas ale też mówili, że zabrali nas, bo byliśmy parą i miałam fajny kapelusz w kwiatki, więc się nie bali
Natomiast w Anglii bardzo często łapaliśmy stopa, gdy pracowaliśmy na festiwalach - żeby ze szczerego pola/farmy (bo najczęściej w takim miejscu były organizowane imprezy) na zakupy do najbliższego miasta - i ludzie bez problemu nas podwozili Raz nawet jechaliśmy na pace ciężarówki - to była dość śmieszna historia, bo stali na drodze i obczajali mapę, okazało się, że jadą dokładnie w to samo miejsce, co my szliśmy (też, jak my, byli to ludzie z obsługi festiwalu), ale nie znają drogi - więc zrobiliśmy deal za pokazanie drogi wzięli nas na miejsce
Ogólnie bardzo miło wspominam angielskie autostopowanie.
_________________ And I remembered 'The Fourteenth Book of Bokonon', which I had read in its entirety the night before. 'The Fourteenth Book' is entitled, 'What Can a Thoughtful Man Hope for Mankind on Earth, Given the Experience of the Past Million Years?'
It doesn't take long to read 'The Fourteenth Book'. It consists of one word and a period.
This is it:
'Nothing.'
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Z Pawłem bardzo dużo podróżowaliśmy stopem Baaardzo miło to wspominamy, sami też czasami kogoś zabieramy na stopa. Teraz już nikogo nie weźmiemy- w aucie wózek, dwa foteliki dziecięce, zakupy
Z ciekawych przygód:
- w Bieszczadach kiedyś jechaliśmy z kolesiem, który był tak zakręcony, że np. cofał na rondzie, bo zajechał za daleko , zajechaliśmy z nim do jakiegoś ludowego muzeum, gdzie kupił sobie czerwone korale i pierogi do podgrzania w domku, miał fiata 126p, który ledwo co jechał i musieliśmy spod muzeum go pchać, on wskoczył do auta i zapomniał, że te pierogi położył na podłodze pod swoim siedzeniem- wskoczył prosto w pierog ;P
- z Warszawy wracaliśmy z facetem, który opowiadał nam o walce z dzikiem bez żadnej broni, swoimi rękoma- bo go kiedyś zaatakował na jakimś wypadzie surwiwalowym
- jechaliśmy kiedyś ze Szwedami jakimś najnowszym Volvo ze skórzaną tapicerką, byliśmy w krótkich spodenkach, ogromniasty upał, spoceni i nie mogliśmy potem wysiąść, bo się przyczepiliśmy do tych skórzanych siedzeń, tak nas zassało
- a to jest najlepsze pojechaliśmy kiedyś na Słowację na stopa mając po 50 zł w kieszeni wracając skończyła nam się kasa, facet z tira wysadził nas gdzieś na Śląsku, na jakimś zadupiu, koło wiaduktu, tam wysoka trawa, widać, że nikt tamtędy nie chodzi. Ja już załamana, a Pawel nagle w trawie znalazł 40 zł Na szczęście złapaliśmy stopa i dotarliśmy do domu, i nawet coś nam w portfelu zostało z tej wyprawy
Strasznie miło wspominam jazdę autostopem Jak nam dzieci trochę podrosną, to babcia je weźmie na wakacje, a my się wybierzemy gdzieś dalej
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum