dokladnie 2 dni temu moj prawie 4 letni zwiazek przestal istniec. w sumie nawet teraz nie wiem o co poszlo. on skonczyl.. co tu duzo mowic. wcale sie nie czuje, na niczym nie potrafie skupic sie, ciagle placze, zaczelam palic- chociaz wczesniej nienawidzilam papierosow, po prostu nie wiem co mam z soba zrobic.
bylismy razem prawie 4 lata, bywalo roznie, raz dobrze, raz zle. wychodzilismy zawsze z wszystkiego obronna reka, zawsze dawalismy rade sobie ze wszystkim. tworzylismy zgrana pare, kochalismy sie... tylko my!
teraz mowi, ze moze kiedys, ze teraz nie chce ze mna byc... moze kiedys? w niedziele mamy sie spotkac.. nie wiem co z tego powstanie... boje sie! kilka dni temu pisal- kocham cie, tylko my, a teraz?
ja go nadal kocham i to jest najgorsze. nie wiem co mam robic, na czym skupic sie. wszedzie mi sie wszystko z nim kojarzy, kazdy kat pokoju, monitor, w ktory teraz patrze, lozko pachnie jeszcze jego zapachem, roze i maskotki od niego, zdjecia, wspomnienia....
od 2 dni jestem o 1kg szczuplejsza- pewnie przez te wylane lzy, jestem klebkiem nerwow, a nie czlowiekiem, nie mam sensu zycia. on odchodzac zabral ze soba wszystko, nawet moje serce, ktore dostal juz tak dawno... zabral caly moj swiat, moje plany i marzenia.
mielismy miec wielki slub, dla calej rodziny. mielismy miec 2 auto- mazde 323f, mielismy miec michalka, madzie i bartka, mielismy mieszkac u niego w domu, mielismy miec tyle rzeczy, ktore teraz juz nie sa niczym dla nas... juz nie ma slowa "my" jest on i jestem ja....
wiem , ze musze sobie sama z tym poradzic, ale nie mam pojecia jak! nie mam sily by tak dalej zyc.. nawet proste i podstawowe czynnosci sprawiaja mi problem, a gdzie tak dopiero skomplikowane zycie ?? wszyscy mnie pocieszaja, kazdy stara sie jak moze.. a ja sama siedze bezradna i nie wiem za co sie chwycic co zrobic, by nie myslec..
najlepiej byloby zamknac oczy i znalezc sie po drugiej stronie, gdzie nie ma bolu, milosci i cierpienia... ale to nie jest zadne rozwiazanie
prosze pomozcie ;( juz nie mam sily, by dalej zyc
Ostatnio zmieniony przez Guzik Pią 08 Kwi, 2011 13:05, w całości zmieniany 1 raz
ech..
przykro mi
powinnas teraz myslec o sobie.
o tym jak teraz bedzie wygladalo twoje zycie.
bo bedzie rownie piekne tylko inne.
moze to chwilowy kryzys z jego strony...
jesli to ci pomoze to ja zakonczylam niedawno swoj 6 letni zwiazek...
tak to bywa z hajskulsłitharts...
wiem ze teraz wydaje ci sie to niemozliwe, ale cale piekne zycie pzred toba!
jestes mloda, muusisz uwierzyc ze czeka cie jeszcze wiele pieknych chwil.
ja sama niedawno tez przez to przechodzilam wiec dobrze rozumiem jak sie teraz czujesz.
Chociaz Twoj zwiazek byl dluzszy od mojego i to bardzo ale
I wiem, ze nie jest latwo, ale dasz rade.
Ja musialam przez mature.
Ty pewnie tez znajdziesz jakis powod :*
3maj sie cieplo
A pamietaj, ze wspomnienia sa i nikt Ci ich nie zabierze niestety a moze stety...
_________________ Czas ucieka, kiedy go nie pilnujesz [P.Coelho]
Chadalusia... wierzę, że jak znajdziesz choć trochę sił, to przez to przejdziesz.
Teraz musisz skupić się na sobie - i będzie dobrze. Pomyśl sobie - wstał nowy dzień, dla Ciebie i tylko dla Ciebie, możesz myśleć tylko i wyłącznie o sobie.
_________________ And I remembered 'The Fourteenth Book of Bokonon', which I had read in its entirety the night before. 'The Fourteenth Book' is entitled, 'What Can a Thoughtful Man Hope for Mankind on Earth, Given the Experience of the Past Million Years?'
It doesn't take long to read 'The Fourteenth Book'. It consists of one word and a period.
This is it:
'Nothing.'
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
mowi, ze moze kiedys, ze teraz nie chce ze mna byc... moze kiedys?
ano, widzisz, dokladnie to samo usłyszalam, prawie rok temu juz.
po miesiacu szarpaniny, na mojej wielkiej imprezie uro popłakał sie i wrocił. potem zostawił mnie jeszcze raz, tuz przed sylwestrem, nawet tutaj smęciłam na ten temat, i przestraszył sie, kiedy juz rzeczywiście postawialam na tym kreskę.
ciężko było, ale świętowaliśmy 2gą rocznicę w nowy rok.
najgorsze jest to niezdecydowanie... nie powiedział konkretnie o co chodzi i dał ci jeszcze jakąś nadzieję. moze potrzebuję odetchnąc? od tych wszystkich planow i powaznego związku. nie wiem ile ma lat, ale jestescie młodzi, lepiej planowac szalenstwa zyciowe, nie dzieci, a poza zwiazkiem trzeba miec jeszcze własne zycie.
coś go może ciśnie, sam nie wie o co chodzi. facetowi jest najłatwiej "zarządzić" laską własnie w taki sposob - totalny nokaut.<trochę to niespojne co piszę - ale u mnie tak było, chcial mi cos udowodnic, ale głupia metodą>
zajmij sie sobą, skup się na rzucaniu palenia, umawiaj sie ze wszystkimi starymi znajomymi, zapisz sie na jakies odmożdzające ćwiczenia (aerobik chociazby)
i poczekaj - może sama odpuścisz, może on coś zrozumie.
tu masz jeszcze mój wątek:
http://www.antyforum.pl/viewtopic.php?t=1986
sama bralas w nim udział
będzie dobrze, bo musi być i zawsze jest, bez względu jak sie to między wami potoczy.
_________________ /Nic odkrywczego nie powiem - po prostu wiem, że nic nie jest takie, jak nam się wydaje, a niektóre sądy na własny temat mogą się okazać nieprawdziwe./
ano pamietam, ze bralam w nim udzial, pamietam co pisalam i co radzilam. przeczytalam go... ale mimo wszystko lepiej ja potrafie o wiele bardziej komus pomagac niz sobie, pewnie dlatego ze nie chce, ze nie mam potrzeby, ze nie mysle teraz racjonalnie...
dziewczyny, dziekuje wam ze te slowa wsparcia , za te kilka prostych slow, ktore chociaz damy my cien nadzei... :*
nie wiem co dalej bedzie, kolejny dzien mija, a ja znow siedze i nie wiem co mam z soba zrobic...
wczoraj napisal mi smsa- "moze kiedys spotkamy sie tak, jak za pierwszym razem " jejus... jakie to wszystko jest ciezkie...
w niedziele jade do niego, mamy dokonczyc kilka spraw, ktore razem mielismy zalatwic. nie wiem, co to bedzie, nie wiem, do czego dojdziemy... on nie chce wracac z litosci, ja tez tego nie chce. ale znajac mnie nie wytrzymam i sie rozkleje.. jak zawsze w takich miejsach mam to w zwyczaju. teraz jestem tylko jego przyjaciolka- wczoraj mi to powiedzial...
kilka osob wie o tym, ze nie ma juz nas, moi rodzice ciagle mowia- kiedy sebastian przyjedzie, a co z wakacjami, jedziecie do babci, co praktyka- macie juz cos zalatwione ? a ja.. glowa w dol, i mowie, ze nie wiem, ze musze z seba pogadac.. itd. nie wiem ile dam rade, tak mowic.. nie ma jak robic dobra mine do zlej gry.
i wracajac do pytania- seba niedawno skonczyl 22 lata, ja skoncze 21 lat w tym roku.
sweet_girl [Usunięty]
Wysłany: Pią 30 Mar, 2007 13:34
chadalusi ja mysle,ze to nie jest jeszcez koniec i wszystko sie wyjasni zobaczysz bo po co w takim badz razie chciałby sie spotkac w niedziele?
foxy [Usunięty]
Wysłany: Pią 30 Mar, 2007 14:37
sweet_girl napisał/a:
chadalusi ja mysle,ze to nie jest jeszcez koniec i wszystko sie wyjasni zobaczysz bo po co w takim badz razie chciałby sie spotkac w niedziele?
bardzo bym chciala, zeby tak bylo, jak piszesz... jednak wydaje mi sie, ze to spotkanie bedzie czysto formalne. wyszlo one z mojej inicjatywy , bo jeszcze mam jakas nadzieje... mamy dokonczyc te sprawy, ktorych razem juz nie damy rady dokonczyc.. : (
Wiek: 26 Dołączyła: 21 Mar 2006 Posty: 45 Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pią 30 Mar, 2007 19:43
chadalusia, jestem z Tobą ! ! ! To przykre co napisałaś ,aż sama miałam łzy w oczach kiedy czytałam Twoje słowa. Głowa do góry kochana ! ! ! Trzymam kciuki. Zrób się na bóstwo w niedziele i zobaczymy co z tego wyniknie....Powodzenia.
a jesli chodzi o rodzicow itd, ja to zalatwilam tak,
ze powiedzialam mamie, "rozstalam sie z A., powiedz ojcu i wojtkowi(bratu), nie chce o tym gadac na razie i niech oni tez wiedza, zeby nie zaczynać"
no i czekali na rozwoj sytuacji. gorzej, jesli chcieliby na sile pocieszac, moi wiedza, ze nie drazni sie rannych zwierzaków.
_________________ /Nic odkrywczego nie powiem - po prostu wiem, że nic nie jest takie, jak nam się wydaje, a niektóre sądy na własny temat mogą się okazać nieprawdziwe./
foxy [Usunięty]
Wysłany: Sob 31 Mar, 2007 00:14
juz przestaje miec nadzieje na cokolwiek.. boze jak mi jest ciezko.. w zyciu sie tak nie czulam !! juz wiem, ze w niedziele do niczego nie dojdzie, ze sie nie pogodzimy... nie potrafie sobie z tym poradzic!! tak cholernie boli ;( ;(
jak dalej zyc, kiedy wszystko jest na nie ? ?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum