Tak, chyba tak. Znaczy mój okulista mówi, że decyzja należy do mnie, ale on osobiście by nie ryzykował, dopóki mogę nosić soczewki i nie obniża to komfortu mojego życia. Czy teraz obniża - no tak, ale jeszcze nie jest fatalnie, jednak jeśli stanie się cokolwiek, przez co nie będę mogła nosić soczewek, będę w ciemnej dupie. Wyrabianie okularów trochę trwa, poza tym - jak mówię - to nie są połóweczki, i trochę kosztują. Pewnie co jakiś czas musiałabym wymieniać szkła na mocniejsze. Poza tym na co dzień funkcjonowanie w okularach jest strasznie niewygodne... A bez żadnego wspomagania jestem totalnie bezradna, widzę bardziej plamy niż linie. Tak naprawdę nie wiem jak to jest dobrze widzieć. Okulista nigdy nie daje mi soczewek, które dałyby mi 100% ostrości widzenia, żeby wada nie poleciała, ta ostrość zazwyczaj wynosi 80-90%. W soczewkach nie widzę z tablicy, nawet jak siedzę w przednich rzędach, numer tramwaju widzę dopiero jak on jest na przystanku, opisy wystaw czytam z odległości 50 cm... i mnóstwo innych takich gównianych sytuacji każdego dnia. Często nie poznaję własnych znajomych, jeśli są w jakiejś odległości. Na dodatek bardzo mało firm soczewkowych produkuje soczewki toryczne z takim cylindrem, a te, które noszę są trochę przestarzałe. Teraz mam testować nowsze, lepiej przepuszczające, ale z odjętym 0,5 cylindra, bo kończą się na 2,25. Więc raczej nie spodziewam się super widzenia. Znowu.
Więc próbować będę na pewno, chciałam tylko wiedzieć na co się przygotować, choć mniej więcej. Będę musiała się przejechać do którejś z tych klinik. No i obawiam się, że stwierdzą, że wada mi się pogarsza i nie mogą przeprowadzić zabiegu, ona będzie się pogarszać dalej, bo w końcu studiów tak szybko nie skończę, i efekt będzie taki, że wada zrobi się za duża, żeby ją ruszyć

. W ogóle nie wiem, czy kiedykolwiek ona się ustabilizuje tak całkiem, skoro pogarszają ją sesje, czyli okoliczności zewnętrzne. W końcu będą trwać jeszcze co najmniej parę lat, a potem raczej lepiej nie będzie.