Ludziki - 5 dzień meczę sie z grypą bebechową - oczywiście standardzik, bieguna i wymioty - problem w tym, że wymioty są dokładnie po wszystkim i nawet częściej po plynach a nie stałych pokarmach - już mnie lekarka uświadomiła, że jeśli w ciągu następnych 2-3 dni nie ustąpią to pozostaje kroplóweczka - żadnych tabletek żreć nie mogę, bo odrazu haft (dodam tylko, że na codzień mam potężnego refluksa i ogólnie żołądek do wymiany i to sytuacji nie poprawia)
Cola rzeczywiscie pomaga - acz na krótko, pani doktor zaleciła mi jeszcze szamanie paluszków slonych w celu uzupełnienia elektrolitów

dietka ogólnie calkiem fajna (oprócz ryżu z marchewką, jak nawet to napisałam to mnie znowu gna do kibla)
Do wymiotów i sraki doszły jeszcze potworne zawroty głowy - ponoć to od odwodnienia - najlepiej czuję się na dworze, chodząc problem w tym, że ledwo siły mam na to - nie mówiąc o tym, ze przy tej pogodzie to może sie dopałętać do tego grypa juz nie żołądkowa....
Ech kurde - nie wiem co robić - jestem już po prostu wykończona, leżeć nie mogę, bo mam takiego helikoptera, że odrazu spełzam i lecę do kibla, jak siedzę, to w ciąghu kilku minut ręce i stopy mi się robią lodowate - chujnia z grzybnią..
Już nie mówiąc o tym, że jestem piekielnie glodna...