wstyd sie przyznać
Gdy byłam mała, mama mówiła, "w razie wpadki dom samotnej matki".
Gdy zaczęłam współzycie przestałam miesiaczkować. Najpierw bałam sie ciąży, ale tysty wychodziły ujemnie. Poszłam do lekarza, który całą wizyte milczał, nie odpowiadał na pytania. tylko zapytał czy chcę antykoncepcyjne czy nieantykoncepcyjne.
Brak świadomości co mi jest i po co mam brać skoro brak okresu jest taki wygodny...sprawiły, żem nie brała.
"przebudzenie" nie nastąpiło samo z siebie, otóż wybrałam sie do kosmetyczki, która po krótkiej rozmowie zaproponowała mi wizyte u endokrynologa (dotychczas nie wiedziłam że tak owy jest w ogóle

) i powiedziała bym sobie zrobiła te badania (te o których wspomniałam).
Potem wybrałam sie do fryzjerki, która spytała czy z hormonami wszystko ok.
Wkurzyłam sie zaczęłam szukać endokrynologa. Dr polecona przez koleżankę, już nie przyjmuje na ten rok. Na Narodowy fundusz ciężko sie dostać, z resztą nie znam dobrego. a prywatnie to miesiąc sie czeka. Koleżanka mi poradziła bym zaczęła od ginekologa (żeby dał mi skierowanie do endokrynologa, bo krócej sie czeka) do którego zapisałam sie na ten poniedziałek...