Mam mole.
Takie ubraniowe. Zdaje się, ze nasza 4-miesieczna nieobecność zaowocowała całkiem pokaźna hodowla. Rąbią moje swetry aż się kurzy.... co najmniej 2 do wyrzucenia.
Zajebioza.
Puki co - wszystkie swetry uprane susza się na słonku na balkonie. Ciuchy popakowane w plastikowe worki po śmieciach, czekają na swoja kolejkę do prania. Garderoba do gruntownego sprzątania. Zamierza ją wypryskać czymś przeciwko-owadowym - o ile coś takiego znajdę... Jakiś muchozol da rade?
Macie jakieś jeszcze pomysły? Nie wiem czy pranie załatwia tez jajeczka w.w.
Rany jaka jestem wkurzona, nie wiem skąd się to cholerstwo wzięło... czuję się cały czas, jakby mnie coś oblazło