Witam,
zdaję sobie sprawę, że jestem dużą panikarą, ale zastanawia mnie jedna rzecz,
czy jest możliwe, żeby tabletki nie wchłaniały się odpowiednio ze względu na niezdiagnozowaną chorobę jelit? W przeciwwskazaniach do stosowania tego typu metody antykoncepcji jest wymieniona m.in. choroba Leśniowskiego-Crohna czy wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Jako, że mam takie fazy "stresowania się, że zajdę w ciążę" poczytałam sobie trochę o tych chorobach i często w początkowych stadiach ich objawy nie występują...
zastanawiam się czy brak plamień i regularne krwawienia są wystarczającym dowodem na to, ze wszystko jest ok?
A i jeszcze jak np. mamy biegunkę i ok przetrzymamy ją te przepisowe 3-4h, ale i tak treść pokarmowa przeczekała sobie w jelicie grubym i nie wchłonęła się wystarczająco, to czy możemy przyjąć, że hormony wchłonęły się tak czy inaczej? (ja np. zauważyłam u siebie niestrawione resztki pokarmu, a będąc bardzo szczegółowym skórki papryki

czyli wnioskuję, że coś tam było zaburzone) myślicie, że hormony wchłaniają się lepiej/ szybciej niż inne rzeczy?