Wiele dziewczyn zażywających pigułki skarży się na cellulit pojawiający lub intensyfikujący się w czasie ich stosowania. Nie znam się na tym, więc trudno mi powiedzieć, jak dokładnie to działa. Raz - namieszane w gospodarce wodnej organizmu, to z pewnością. Wiele osób "puchnie" po tabletkach, to może iść w parze z cellulitem. Dwa - może jakieś hormonalne sprawy. Trzy - w jakiś sposób widocznie "zatruwany" jest organizm, mówi się przecież, że przed kuracją antycellulitową trzeba zafundować sobie detoksik, jakieś oczyszczanie od środka.
Pytałam, czy podobnie działa NR, bo poza tym, że oszczędza wątrobę, ma przecież takie samo działanie jak pigułka. W Polsce słyszę achy i ochy, na zagranicznych forach spotkałam się z opiniami, że cellulit przy krążku pojawia się tak samo jak przy tabsach. Nie jest to na pewno regułą, ale należy brać go pod uwagę jako ewentualny skutek uboczny. Spotkałam się wprawdzie ze stwierdzeniem, iż ktoś woli umrzeć na cellulit, niż zajść w niepożądaną ciążę, ja jednak nie potrzebuję antykoncepcji w tym momencie ze względów osobistych, jedynie lekarz usiłuje mi ją narzucić, zakładając chyba, że mogę chcieć własny - potencjalny - płód narazić na jakiś uszczerbek :/
Cellulit w jakimś stopniu dokuczał mi zawsze, szczególnie w tych smutnych okresach życia, gdy przestawałam przykładać wagę do diety czy wysiłku fizycznego. W ubiegłym roku, jakoś w maju właśnie, odstawiłam hormony, a następnie przeszłam na zdrową dietę, zaczęłam troszkę ćwiczyć, ale zafundowałam sobie też kurację Drenafastem i trzymiesięczną Cellasene. Przez całe lato bez skrępowania paradowałam w mini, a nawet kupiłam bikini! Cellulit zmniejszył się znacznie.
W tym roku, budząc się z zimowego snu (nie nadgoniłam wprawdzie wagi sprzed roku, ale znów nieco się zaokrągliłam i pomarszczyłam), chciałam postąpić zgodnie z wypracowanymi rok temu wytycznymi, a tu - klapa.
Cellulit jest, odkąd mam krążek, nawet jakby bardziej widoczny. Mam napady apetytu na słodycze (w normalnych warunkach mdliłoby mnie z pewnością, a ja jem i najeść się nie mogę, hehehe). Ćwiczę codziennie, dużo chodzę i jedyne, co mi się udaje, to utrzymać wagę mniej więcej, a przy tych ilościach słodyczy, jakie pochłaniam, wydawałoby się to nieprawdopodobne. Poza słodyczam jem naprawdę zdrowo, dostarczam organizmowi wszystkiego, czego trzeba, jestem maniaczką zdrowego żywienia, więc wykluczam kwestie dietetyczne. Najgorsze są jednak "ciężkie" nogi, ból w łydkach kilkudniowy i tkliwe piersi - klasyczne "tabletkowe" dolegliwości. nie było tego w ogóle, kiedy byłam "czysta".
Dziś usunęłam krążek, mam tydzień, żeby się zastanowić nad kolejnym. Będę w tym czasie obserwować swój organizm i zdam relację, jeśli coś znów zauważę. Oczekuję spadku apetytu i lekkich łydek.
Ciekawa jestem bardzo, jak to będzie