Rzucilam, wiele jest przyczyn, przede wszystkim juz od dawna chcialam.
Bylo mi latwiej, bo poznalam mechanizmy uzaleznienia, nauczylam sie jak rozwalic ten mur, kiedy to zrobilam, bliscy odebrali mi komfort palenia (na moja cicha prosbe).
Glod psychiczny i fizyczny byl mniejszy dzieki tabexowi. Pomaga, ale gdybym nie chciala, moglabym palic i z nimi.
Najtrudniej jest rano i po jedzeniu, to byl rytual, uwielbialam zapalic rano i po jedzonku.
Nie pale tydzien, caly tydzien i wiem, ze nie zapale, bo nie chce, z dnia na dzien czuje sie lepiej, lepiej radze sobie z glodem, mysle, ze za jakis czas zapomne o tym, ze palilam.
Wazne bylo dla mnie wsparcie rodziny, znajomych, rowniez tych niedowiarkow, ktorzy nie wierzyli, ze mi sie uda, to mobilizowalo.
W mojej rodzinie nikt juz nie pali (poza szwagrem, ale z nim kontakt maly), znajomi rowniez wolni od nalogu, glupio mi bylo.
Najwazniejsze, nie pale, nie jestem nerwowa, nie objadam sie, nie wybucham placzem itp. Wiem, ze czeka mnie jeszcze wiele trudnych chwil, ale wolnosc jest super
Dzieki za gratulacje