dobry zwyczaj - nie pożyczaj... Koleżanka, fanka Cobena, pożyczyła mi na parę dni "Jedyną szansę", wydaną w formie kieszonkowej.. Wyjęłam książkę z torebki, w której rozlał mi się długopis brudząc kolejno: chusteczki higieniczne, futerał od okularów i oczywiście książkę Nie oddam jej takiej, nie ma szans, prędzej spalę się ze wstydu. Przejrzałam całe Allegro, nigdzie nie ma TEGO wydania , w empiku też pustka. Dodam, że znajoma ma fisia na punkcie książek, ustawia je kolorami i rozmiarami - Cobena uwielbia.
Karolina napisał/a:
dina delusi, współczuję, bo ja mam fioła na punkcie Kinga (i ogólnie moich książek) Gdyby mi ktoś zniszczył książkę - zabiłabym i piszę to poważnie. Jednak nie mam tego problemu, bo nikomu ich nie pożyczam. Od pożyczania jest biblioteka. Nawet mój własny chłop ma problem, żeby przeczytać coś, co stoi na mojej półce.
Wiadomo, że nie zrobiłaś tego specjalnie, ale jak ktoś ma hopla, to nie przetłumaczysz
marecka napisał/a:
dina delusi, ja bym też zatłukła, tym bardziej za Cobena...! i mam takiego samego świra na pkt kryminałów. współczuję Ci strasznie... ja tam nigdy kryminałów nie pożyczam.. gdybym była Tobą powiedziałabym jej o wszystkim i obiecała że będę ciągle szukać tej książki i odkupię...
Ja chciałam dodac, ze rozumiem ogólne oburzenie na ludzi nie szanujących cudzych rzeczy, ale takie przypadki jak u Diny sa dla mnie wybaczalne.
Zawsze jak komuś pożyczam książkę, to się z nim umawiam, że w razie zniszczenia odkupi, mój brat mi np. zadarł pierwsza stronę, to kupił mi inna ksiązke, bo przecież tej nie wyrzucę.
Ale
To tylko rzeczy, dla mnie przyjemność posiadania i czytania książek to między innymi możliwość podzielenia sia nimi z kimś...
Żeby ni musiał ich szukać, a zeby można było o nich pogadać razem.
Z moją najlepsza przyjaciółką wysyłałyśmy sobie książki pocztą i robiłyśmy dopiski na marginesach.
Nie rozumiem takiej nabożności
_________________ /Nic odkrywczego nie powiem - po prostu wiem, że nic nie jest takie, jak nam się wydaje, a niektóre sądy na własny temat mogą się okazać nieprawdziwe./
Jakby mi koleżanka uchlapała książkę tłuszczem, podarła 3 strony o oddała beztrosko, to wtedy poszłoby na noże, ale w sytuacji Diny dogadałabym się bez problemu.
_________________ /Nic odkrywczego nie powiem - po prostu wiem, że nic nie jest takie, jak nam się wydaje, a niektóre sądy na własny temat mogą się okazać nieprawdziwe./
Uwielbiam książki, ale chętnie pożyczam, a jak się zniszczy to wiadomo, chciałabym odzyskać i nie mam problemu jak będzie inne wydanie. Mamy jedno wydanie Wiedźmina, taki box, którego jak byl nowiutki nie pożyczaliśmy, jedyny wyjątek.
_________________ "Kobieta musi mówić żeby wiedziała co myśli."
ja raczej nie pozyczam książek tylko kupuje swoje bo:
czytam w wannie i sie strony marszczą od pary, zaginam rogi kartek bo nie mam zakładki i ogolnie ksiazka przeczytana u mnie nosi wyraźne ślady zużycia
i nie mam takiego szacunku do książek, natomiast na miejscu Diny bym po prostu powiedziala koleżance o wypadku - bo przecież tego nie zrobiła specjalnie i - i odkupiła.
Nawet inne wydanie, no trudno - chyba nie okładka się liczy
wiadomo, ze przykro ale stało się.
czytam w wannie i sie strony marszczą od pary, zaginam rogi kartek bo nie mam zakładki i ogolnie ksiazka przeczytana u mnie nosi wyraźne ślady zużycia
ja mam to samo! Moje książki żyją ze mną, podróżują ze mną, śpią ze mną, jedzą i się kąpią i mają na sobie widoczne ślady użytkowania! I ja uważam, że to jest fajne
Konrad napisał/a:
Zoe napisał/a:
Nawet inne wydanie
Dla kolekcjonera inne wydanie to jak pospolitość zwykła...
jakbym była kolekcjonerem, nie pożyczałabym takich wydań Przecież zawsze jest ryzyko, że coś się stanie
_________________ What would you do if you were not afraid?
Też tak sobie myślę, że jeśli dla kogoś książki nie służą do czytania, a są swojego rodzaju eksponatem, to nie powinien ich w ogóle pożyczać. Przecież wiadomo, że wypadki chodzą po ludziach. Sama bym raczej nie pożyczyła czegoś o tak dużej dla mnie wartości. Zaś gdyby mi się przydarzyła taka sytuacja, że zniszczyłabym cudzą rzecz, przeprosiłabym i polowała, żeby gdzieś taką dostać. A gdyby się nie udało, starałabym się jakoś zadośćuczynić, wiadomo.
No nie wiem, sama niczego nie kolekcjonuję, więc nie rozumiem samej idei, ale jednak książka to rzecz bądź co bądź użytkowa, w większości wymienialna. Pałałabym żądzą mordu gdyby ktoś mi psa zepsuł, ale książkę?... Nie miałam takich zapędów nawet jak mój kumpel rzucił mi iPodem o kafelki Oczywiście niechcący, wypadł mu - trochę się obił, ale nasza znajomość na tym nie ucierpiała
A generalnie książki szanuję, nie piszę po nich, nie wyginam. Po jednokrotnym przeczytaniu nie noszą żadnych śladów użytkowania. No ale to przecież tylko rzeczy
_________________
I AM in shape. Round IS a shape!
hahaha, a ja czasem nawet nie musze zaznaczać gdzie skonczyłam czyatć po prostu częśc przeczytana jest nie do pomylenia z częscią czekająca na przeczytanie
Kocham książki... ale czytać
Dla mnie teksty o zatłuczeniu za książkę są troszkę zabawne Jeśli ktoś posiada jakiegoś białego kruka to go nie pożycza, niestety pożyczając trzeba wziąć pod uwagę że coś się przedmiotowi stać może. Proste jak konstrukcja cepa
Wiek: 25 Dołączyła: 06 Sie 2007 Posty: 456 Skąd: inąd
Wysłany: Czw 17 Lis, 2011 20:59
A ja natomiast nie rozumiem Waszego zdziwienia: "ale od razu zabijać?"
Wiadomo, że zabić bym nie zabiła, przyjaźni też bym nie zerwała. Byłoby mi zwyczajnie przykro, bo akurat żeby skompletować Kinga w tych wydaniach jakie posiadam, byłoby mi teraz niezmiernie trudno, nie wszystkie książki, ale znaczną część (pierwsze wydania Prószyńskiego, twarde oprawy)
Większość wylicytowałam na allegro, za znacznie większe pieniądze niż cena z okładki. Ile czasu poświęciłam na szukanie ich, to tylko mój chłop wie (nie wszystkie były od razu dostępne) Czasem musiałam rezygnować, bo zwyczajnie nie miałam pieniędzy. Później czekałam miesiąc, dwa aż ktoś wystawi akurat to wydanie.
I mylicie się bardzo pisząc, że książka, którą się czyta często lub gdzieś ze sobą bierze musi mieć ślady użytkowania.
Ja biorę ze sobą książki, czytam po kilkanaście razy i nadal wyglądają jakby były dopiero kupione. Dodam, że nie obchodzę się z nimi jakoś szczególnie delikatnie. Użytkuję normalnie.
Może zabrzmi to dla niektórych śmiesznie, ale zaginanie kartek, jedzenie nad książkami czy mazanie po nich, uważam za dewastację
Ja na swoje książki uważam, bo je kocham, zbieram i wydaję mnóstwo pieniędzy.
Właśnie dlatego ich nie pożyczam. Napatrzyłam się jak A., bezskutecznie próbuje odzyskać kilka fajnych książek, które zgubili jego znajomi, a których nigdzie już nie można dostać, bo było tylko jedno wydanie (m.in. "Próba kwasu w elektrycznej oranżadzie")
Książka to nie artykuł jednorazowy. Można ją czytać przez lata Chyba, że ktoś kupuje książkę, by ją przeczytać raz, a potem utopić w wannie albo pomazać
PONADTO:
rozmowa wynikła z sytuacji w jakiej znalazła się Dina Delusi - zniszczyła dosyć cenne dla jej koleżanki wydanie książki, którego nie może kupić.
Gdyby ktoś zniszczył książkę, którą można kupić od ręki w empiku, nie byłabym jakoś szczególnie załamana.
_________________ " (...) Bo ja biegam po polach mojej dzikiej świadomości.
I wołam, krzyczę: tu nie ma nienawiści i złości!
To jest wolności miejsce, moje serce pełne jest miłości
Nic więcej."
Wiek: 18 Dołączyła: 23 Maj 2011 Posty: 232 Skąd: Przejdź do mapy
Wysłany: Czw 17 Lis, 2011 21:02
ja tam mam tak jak Karolina. Dosłownie walczę o swoje książki, jedna półka jest na kryminały, które tylko ja dotykam i czytam mają dla mnie ogromną wartość. tak jak Harry Potter.
nie piszę po książkach (nawet szkolnych, których nie sprzedam), nie brudzę ich, po prostu lubię o nie dbać. i je kolekcjonować. i nienawidzę jak ktoś niszczy książki, takie mam zboczenie i tyle...
Tak jak film, tak książka dla mnie - nie przedyskutowana z kimś, nie liczy się
Zazwyczaj właśnie kupuje książki, żebym mogła komuś pożyczyć.
Wiadomo, ze nie byle komu i po tamtej zaginionej, staram się sobie notować, albo upominać się co jakiś czas o swoje.
Ostatnio kupiłam „Oni nie skrzywdziliby nawet muchy” tylko po to, żeby móc pożyczyć komuś i o niej pogadać
Czytałam ją dawno, kupiłam własną i od razu poszła w świat.
Oczywiście staram sie o książki dbać, nie plamie ich, nie drę, w wannie nie czytam, bo nie lubię
Ale jak im się coś stanie, to nie marudzę bardzo.
Rzeczy to rzeczy.
_________________ /Nic odkrywczego nie powiem - po prostu wiem, że nic nie jest takie, jak nam się wydaje, a niektóre sądy na własny temat mogą się okazać nieprawdziwe./
Wiek: 25 Dołączyła: 06 Sie 2007 Posty: 456 Skąd: inąd
Wysłany: Czw 17 Lis, 2011 21:45
Ja czytam książki przede wszystkim dla siebie i dlatego, że chcę obcować z autorem i jego wyobraźnią, pomysłem, przemyśleniami.
Nie muszę koniecznie o niej dyskutować. Lubię, owszem, jednak nie jest mi to jakoś do szczęścia szczególnie potrzebne. Zazwyczaj sama sobie roję w głowie różne opinie, jeśli są wyjątkowo odkrywcze i natarczywe - gadam o nich z A.
Guzik napisał/a:
Rzeczy to rzeczy.
Tak, ale zbieranie owych rzeczy może się stać czyimś hobby
_________________ " (...) Bo ja biegam po polach mojej dzikiej świadomości.
I wołam, krzyczę: tu nie ma nienawiści i złości!
To jest wolności miejsce, moje serce pełne jest miłości
Nic więcej."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum