ha -- ciesz sie, ze temat sie podovba
co do mnie, to po pierwsze zdawałam w Jeleniej Górze, o której mówią, ze jest jednym z najbrdziej skorumpowanych ośrodków.
Trzy razy oblałam na parkingu - raz trafiłam na kolesia, u którego ponoć bez łapówy ani rusz, no chyba, że jesteś geniuszem samochodowym i ponić mówi o tym wprost, tyle że już po wyjeździe na maisto - ja nie dotarłam

Jednak sądzę, że na parkingu uwalił mnie chyba nie bez powodu - jakaś tam najechana linia niby - nie sprawdziłam of course, bo stres... wiecie...
Następne dwa razy trafiłam na kolesia, który też ponoć jest łapówkożerny i przypieprza się.
Za czwartym razem szłam wyluzowana, bo stwierdziłam, że pewnie i tak nie zdam, więc po co się stresować. Wpływ na ten luz mogły mieć tez tabletki uspokajające (persen), bo noga trzęsąca się na sprzęgle to był normlanie szok - za pierwszym podejściem tego nie miałąm.
No i ten czwarty raz to był szok. Koleś był świetny. Z całej grupy (ok. 18 osób) oblał tylko dwie na parkingu - grupa tego kolesia, z którym ja miałam pierwszy egzamin miała identyczny zestaw manewrów i tam zdała chyba tylko jedna lub dwie osoby - o czymś to świadczy.
No i pzryznam się, że łuk zrobiłam dwa razy źle, tzn byłam za daleko od linii zatrzymania przy jeździe do pzrodu. No i sytuacja - on do mnie, że za daleko, ja ręce jak do modlitwy i błagalny look zza pzredniej szyby. On - "dobra, nie widziałem, ale następnych blędów nie podaruję." No i reszta poszła ładnie i za pierwszym razem, bez korekt. Miasto też raczej ok, zresztą pogoda była super na egzamin - siąpiło, deszcz, śnieg - super.
Chyba nidgy i z niczego do tej pory się tak nie cieszyłam, a mój ojciec takoż, choć nie płakał z radości
A co do łąpówek, w chwili despaeracji pomyślałam o tym, ale tak naprawdę to nigdy bym tego nie zrobiła. Jak tu kurde jeździć z poczuciem, że kupiło się papier. No i dać satysfakcje tym dziadom - o nie!
Moja kumpela zdała chyba za ósmym razem, bez łapówki! Nauczyła się pzrynajmniej jeździć.
Ja w sumie też, choć dodatkowo tłukłam parking i moje osiedle

starym maluchem, ale ale auto to auto w końcu. No i jeżdżąc takim rupciem łatwiej mi opanować coś nieco lepszego - tak pzrynajmniej widzę, jak teraz trochę jeżdzę golfem Mojego.