Zaczęło się od kaszlu, brałam jeden antybiotyk, drugi, piłam syropy, kaszel nie ustępował ale nie czułam się jakoś bardzo źle, gorączki nie miałam. I pewnego dnia rano zaczęłam się dusić - doszło do jakiegoś skurczu krtanii. Już traciłam przytomność gdy coś mi się odblokowało i zaczęłam oddychać ale jakby taką małą dziurką. Tata zadzwonił na pogotowie to się babka o wszystko wypytywała czy ubezpieczona jestem, czy się leczę i karetki przysłać nie chciała, w końcu przyjechali po 25 minutach (mieszkam 3 km od szpitala), zabrali mnie, potem im samochód nie chciał zapalić (zimą to było) i pchali karetkę
2 tyg. w szpitalu spędziłam na sterydach i antybiotykach dożylnych. Nie wiem do końca co to było czy taka zwykła infekcja czy krztusiec - suchy i męczacy kaszel właśnie jest charakterystyczny, ale jak prosiłam o skierowanie na badanie to mi nie chcieli dac ani w szpitalu ani u lekarza I kontaktu, prywatny lekarz kazał zrobić ale nie zrobiłam bo to koszt 50 zeta.
Najgorszy był ból pleców - utrzymywał się przez 3 tyg chyba, normalnie myślałam, że mam zapalenie płuc, nic mnie tak nie biolało w życiu, ruszyć się nie mogłam.
destiny życzę zdrówka.