Ta sprawa męczy mnie od wielu dni, dlatego sama już nie wiem, co mam robić
Chodzi o moją przyjaciółkę Dagmarę. Znamy się od dziecka, wiele czasu spędzałyśmy razem, byłyśmy nierozłączne. Czasem spotykaliśmy się wszyscy w czwórkę- ja z Michałem, ona z Bartkiem i fajnie było, lubiliśmy ze sobą wszyscy przebywać. Gdy Bartek pracował, a mój MIchał gdzieś wyjeżdzał, to chodziłyśmy po sklepach, jeździłyśmy na rowerach czy spacerowałyśmy. Pomagałam jej w wyborze sukni ślbunej, ubierałam ją do ślubu wraz z jej mamą i byłam jej świadkową na cywilnym.
Istna sielanka.
Ona nie miała żadnej innej przyjaciółki, ja też, miałyśmy tylko siebie i każda z nas była na zawołanie drugiej.
W listopadzie Daga wyszła za mąż i wyprowadziła się do Katowic, ja zostałam w Bielsku. Czasem przyjeżdża z Bartkiem do rodziców, którzy zostali w Bielsku. Niedawno jeszcze sie wydywaliśmy, teraz już należy to do rzadkości. Jeszcze jakiś czas temu rozmawiałyśmy i pisałyśmy smsy, pisałyśmy na tlenie, co tam u mnie, co tam u Ciebie, jak sobie radzicie...
Aż do czasu. Jej mąż lubi wiele sytuacji koloryzować, wyolbrzymiać. Zawsze przymykałam na to oko, bo wiedziałam, że nie ma racji, ale swoje sobie pomyślałam. Zresztą ona sama dobrze o tym wiedziała, nie raz mi o tym mówiła. I aż do jednego pewnego incydentu...
Jako że ona jest na etapie obrony magisterskiej, to siedzi w domu i ma wiele czasu, wiadomo Bartek pracuje. Nie wiedziałam, że śledzi każdy mój krok na internecie, na szkolnych forach, obserwuje, co kupuje Michał na allegro...
Tak się złożyło, że na jednym z for napisałam o jej Bartku, nie podajając imienia, nazwiska i żadnych szczegółów. No ale jak wiadomo "wywęszyła (?) " to i wiedziała że chodzi o jej Bartka. Specjalnie sie zalogowała na poczekaniu i napisała swoj komentarz... broniąc oczywiście swojego Bartka.
Moja w wina w tym też jest, bo nie powinnam pisać, ale pisałam prawdę, ale z drugiej strony nie podejrzewałam, że najlepsza przyjaciółka może mnie kontrolować. Rozmawiałyśmy ze sobą o tym przez telefon, niby wszystko ok, wyjaśniłyśmy sobie wszystko. Po tej całej sytuacji nie widziałyśmy się jeszcze na żywi, nie było jej u rodziców. Czasem popisałyśmy sobie jeszcze jakieś smsy, były rozmowy na tlenie.
Czuję, że to już nie to samo. To nie to, co kiedys miedzy nami było. Zawiodlam się na niej i na tym, że mnie kontrolowała z nudów, bo tak mi powiedziała. A ona nazwała mnie wścibską i że ją to uraziło, że napisałam tak o Bartku. Na tym forum napisałam prawdę, nikt inny nie wiedział o tym, ja podałam tylko przykład i temat leciał dalej, nawet jej komentarz został pominięty w całej dyskusji...
Tak szczerze, to jestem zdołowana. Wiem, że wina leży po oboch stonach, ale jakoś zawiodłam się na Dadze strasznie. Nie spodziwaałam się, że może być aż do takiego stopnia bezczelna i mnie kontolować, każdy mój ruch, każde moje słow. Po tej całej sytacji ona pewnie wyczuła, że mam do niej dystans, bo nasze kontakty na tlenie czy przez telefon były oschłe, może nie do końca, ale ja starałam się nadrabiać miną.
Nasze ostatnie rozmowy, to już nie to samo. Rozmawiamy, pytamy się wzajemnie, co u nas, jak leci... ale to taka rozmowa bez emocji, bez entuzjazmu, jakby z musu. Za to aktywe zrobiły się jej opisy na tlenie:
-Bartuś wrócił z pracy, grzeję obiadek / Mąż kupił mi różę / Kupiłam sobie nową kieckę...
NIgdy nie miała takich opisów, nei wiem czy chce wzbudzić we mnie zazdrośc, że ma tak kochającego męża czy co?
Ta cała sytuacja jest dziwna, jakaś patowa. Nie wiem, jak się zachować. Podejrzewam, że nawet rozmawiając by z nią ponownie na ten temat byłoby dalej tak samo. Jakoś mam do niej uraz i nie potrafię tego zapomnieć, chociaz chciałabym, zeby było tak, jak dawniej. Ale wiem, że się nie da, bo mnie to bardzo boli. Wszystko już nie jest takie samo, jak kiedyś.
I chyba raczej już nigdy takie samo nie będzie...
Co byście mi poradziły dziewczyny?
Jest jakaś szansa na uratownie tej przyjaźni?