Ja do końca LO jak wychodziłam z kumpelą na miasto to miałam być o 22 w domu-chociaż w 3 klasie to już raczej z przyzwyczajenia było + matura A jak wiedziałam że i tak będę później to dzwoniłam- sama z siebie, żeby się nie martwili. Chociaż wytnę 2 klasę, kiedy to miałam faceta, z którym latałam po imprezach i wracałam do domu w weekendy o 6 rano Teraz już się zmieniło, nie mam ograniczenia godzin, chociaż i tak nigdy późno nie wracam, mieszkam na osiedlu, przez jedno większe bandyckie wracam więc strach
A, i jestem jedynaczką
Olga040590 [Usunięty]
Wysłany: Sro 09 Lip, 2008 20:55
dlaczego rodzic nie potrafi rozmawiać ze swoim dzieckiem???
bo sie boi, bo nie umie, bo z nim rodzice nie umieli rozmawiac na powazne tematy itp...
Olga040590 [Usunięty]
Wysłany: Sro 09 Lip, 2008 21:07
częściej rodzic przemilczy niż powie co uważa. Smutne, ale niestety prawdziwe. Tak jest w moim przypadku. Mam nadzieje że ja do swoich dzieci nigdy nie będę taka. Może nauczę się na błędach moich rodziców.
foxy [Usunięty]
Wysłany: Sro 09 Lip, 2008 22:56
Moje zdanie jest takie, ze na zaufanie rodzicow trzeba sobie zasluzyc. Nie wiem, jaki kto ma kontakt ze swoimi rodzicami, ale u mnie bylo ciezko z zaufaniem. Bylam pierwszym dzieckiem, wiele rzeczy mi odmawiano, zabraniano (piszac ogolnikowo juz i nie wdajac sie w szczegoly) i wtedy, owszem buntowalam sie, bo inny mogli, a nie ja. Teraz jestem im wdzieczna za to, bo bardzo jednak ich cenie, ze wtedy tak sie zachowywali.
Mam mlodsze rodzenstwo widze teraz, co oni moga robic teraz, a co ja moglam robic w ich wieku. Wg mnie jest tutaj duza roznica, ale swiat idzie do przodu, mlodziez szybciej dojrzewa i w tym jest roznica
Olga040590 napisał/a:
dlaczego rodzic nie potrafi rozmawiać ze swoim dzieckiem???
czesto rodzice nie wiedza, jak podejsc do sprawy, nie maja czasu, moze i nawet sie boja, ze twoje zdanie bedzie inne niz jego. Ja z moimi rodzicami tez mialam taki okres, kiedy nie potrafilam sie dogadac i kiedy oni ze mna nie potrafili rozmawiac, ale im jestem starsza, to jakos nie mam z tym problemu, choc czasem jest mi zal, bo mam ochote o czyms porozmawiac, a rodzice nie maja czasu...
Moje zdanie jest takie, ze na zaufanie rodzicow trzeba sobie zasluzyc. Nie wiem, jaki kto ma kontakt ze swoimi rodzicami, ale u mnie bylo ciezko z zaufaniem. Bylam pierwszym dzieckiem, wiele rzeczy mi odmawiano, zabraniano (piszac ogolnikowo juz i nie wdajac sie w szczegoly) i wtedy, owszem buntowalam sie, bo inny mogli, a nie ja. Teraz jestem im wdzieczna za to, bo bardzo jednak ich cenie, ze wtedy tak sie zachowywali.
ja jestem jedynaczką i co prawda mam dopiero 18 lat, ale już jestem wdzięczna za karę na wychodzenie, kiedy sie spóźniłam
_________________ Kiedy odejdę zostaniesz sam, sam jak ja gdy jeszcze byłam. A.Kobiec
Olga040590 [Usunięty]
Wysłany: Czw 10 Lip, 2008 12:17
Sami widzimy różnie to u każdej z nas bywa. Jeżeli raz podpadniemy u rodziców to pózniej jest problem by odzyskać to zaufanie.
Czasem widząc podejście rodziców nie chcemy by wiedzieli o czymś i my nie mówimy.
Czasem nawet gdy mam problem, a zdarza się nie pójdę do ojca. Nigdy nei ma rozmów na określony tematy. Nie wiem jak zareaguje.
Jak u was?
U mnie to wyglada tak, ze obie z mama rozmawiamy o swoich problemach i wynika to dosyc naturalnie. Spotykamy sie w domu po dlugim dniu i po prostu ze soba rozmawiamy Pamietam czasy zlosci i buntu, kiedy kazde ograniczenie wolnosci traktowalam jako atak na moja osobe i brak zaufania. Z wiekiem zaczelam doceniac decyzje mamy i dostrzegac, co tak naprawde nia kieruje. Teraz mamy swietny kontakt.
Problem z dogadaniem sie z moim ojcem mialam od zawsze. Dopiero kiedy schowalam dume do kieszeni, zaczelam przygryzac jezyk i traktowac go z wiekszym,naleznym mu szacunkiem - on postapil podobnie. Zaczelam od najprostszych na pozor rzeczy - swobodnej rozmowy, pytania "jak sie dzis czujesz?", okazania mu, ze interesuje mnie jego osoba i ze sie o niego martwie. Od kiedy wyjechal 3 lata temu, kontakt mamy jedynie telefoniczny. Jednak wciaz sie poprawia
_________________ każdy z nas zrozumie tylko tyle, ile sam sobą czuje..
Czasem nawet gdy mam problem, a zdarza się nie pójdę do ojca. Nigdy nei ma rozmów na określony tematy. Nie wiem jak zareaguje.
dla mnie to trochę dziwne.moi rodzice nigdy mnie nie ograniczali. zazwyczaj mówię, gdzie idę, znają moich znajomych, więc z tym nigdy nie było problemu. zaufania nie nadużyłam, więc wszystko ok. z mamą mogę pogadać o wszystkim, z ojcem właściwie też.są wyrozumiali i mnie rozumieją, akceptują moje wybory i mnie wspierają, choc czasami chcą wpływać na moje decyzje.
Olga040590 [Usunięty]
Wysłany: Pon 14 Lip, 2008 11:27
wygląda to dziwnie prawda. Ale gdy pozostaje tylko jeden rodzic to już nie jest to samo. U mnie id zawsze na określone tematy takie jak współżycie partner kasa nie rozmawia sie z moim tatą. ciężko jest ale niestety taka jest prawda. Większe wsparcie mam ze strony obcych osób niż niestety z mojego taty.
natchnięta dyskusją na temat rodzeństwa (w nieodpowiednim z resztą temacie, off top na maxa ) odświeżam temat, nie wiedziałam, gdzie napisać.
pytanie to kieruję głównie do forumek, które założyły, zakładają już swoją rodzinę.
czy pamiętacie sprawy, które raziły was w waszych domach rodzinnych, zachowania, których nie znosiłyście, czyny, które was bolały?
i postanowienia, że w waszych domach będzie inaczej? czy udało wam się wyeliminować te rzeczy?
chodzi mi o to, czy struktura i organizacja naszego domu rodzinnego jest głównym determinantem naszego przyszłego życia w rodzinie, którą zakładamy. czy jesteśmy skazani na to, co wynosimy z domu, nie ma od tego ucieczki? czy jednak możliwe jest korygowanie pewnych spraw.
_________________ każdy z nas zrozumie tylko tyle, ile sam sobą czuje..
Wiek: 24 Dołączyła: 23 Maj 2007 Posty: 676 Skąd: Przejdź do mapy
Wysłany: Czw 23 Gru, 2010 18:19
roisin, za młoda jestem, żeby powiedzieć na podstawie doświadczeń, ale siedzę ostatnio terapeutyczno-książkowo w temacie, więc mogę ci powiedzieć, jak to jest wg badań
czytam właśnie świetną książkę "bliskość w rodzinie" pod red. barbary tryjarskiej. jest o zaburzeniach więzi z rodzicami i ich konsekwncjach dla zaburzeń bliskości w dorosłym życiu. jak najbardziej "dziedziczymy" to po swoich rodzicach - jeśli matka rodzi dziecko, żeby "wreszcie poczuć się bezwarunkowo kochaną", to z dużym prawdopodobieństwem: a) dziecko jak dorośnie to zrobi sobie dziecko w tym samym celu, b) będzie szukać sobie partnerów, których zdoła opleść jak bluszcz, wchłonąć, poświęcić się całkowicie. to tak w skrócie. rozejrzysz się dookoła i zobaczysz mnóstwo podobnych sytuacji: alkoholizm w domu, więc alkoholików nienawidzimy, nie zwiążemy się z alkoholikiem, ale z narkomanem, pracoholikiem czy innym uzależnionym. albo alkoholizm w domu, więc tego nienawidzimy, ale tylko to znamy, a znane=bezpieczne, więc wiążemy się z kolejnym alkoholikiem. mówi się też, że chociaż nie każdy, kto doznał przemocy w dzieciństwie, będzie stosował przemoc, ale każdy, kto przemoc stosuje, był w dzieciństwie bity.
ale nie jest aż tak pesymistycznie i deterministycznie wszystko MOŻNA zmienić.
z tym że nie samym postanowieniem - to trochę za mało, bo żeby zmienić, musimy dokładnie wiedzieć, co chcemy zmienić. dokładnie co stało za wszystkimi domowymi sytuacjami, wymaganiami, przekonaniami, zachowaniami. ciężko to wszystko samemu zauważać, nazwać i wyłączyć. jak nie zna się czegoś innego, to jak można coś innego zbudować? ale - znów powołując się na badania - terapia działa i pomaga.
Generalnie jest tak, że wynosimy z domu wzorce. Nakładamy je na siebie. W końcu jest tak, że to co najbardziej wkurza nas w innych, to to czego sami w sobie nie lubimy
Inaczej też ma się sprawa z rodzinami dysfunkcyjnymi. Pewne sprawy przejmujemy, brak umiejętności radzenia sobie z emocjami, lek przed bliskością i takie tam. Chodzi o to, że z takich domów wynosimy pewne zaburzenia.
Dlatego też często jest tak, że dda tworzą związki z alkoholikiem, ddd z innym "likiem", ofiara z przemocowcem itp.
Jednak wszystko da się zmienić i naprawić. Sama nie wiem dokładnie czego potrzeba, bo nie wszystkim się udaje. Moja rodzina jest zupełnie inna od mojej rodziny pierwotnej, ale też ja byłam bardzo zdesperowana żeby się zmienić. Z miłości do moich dzieci podjęłam się trudu zmiany siebie i świata, w którym przyszło nam żyć. Jednak znam wiele osób, które mimo dobrych chęci i starań zostały "na starych śmieciach". Myślę po prostu, że nie wszystko jest od nas zależne.
_________________ Happiness can only come from inside of you and is the result of your love.
"...różne są ptaki, są orły i kury, orły wzlatują wysoko pod chmury..."
Ja jeszcze nie potrafię powiedzieć, jak u nas jest. Póki co jest inaczej niż w naszych rodzinach, ale poczekam z oceną do czasu, aż dzieci podrosną...
Mój mąż pochodzi z rozbitej rodziny, gdzie ojciec był alkoholikiem, w rodzinie było sporo przemocy, jego mama z kolei to chodzący anioł, ja pochodzę z rozbitej rodziny, w której było mnóstwo hipokryzji.
Obydwoje mieliśmy ogromną chęć, żeby założyć swoją normalną, ciepłą rodzinę, bo strasznie nam tego brakowało...
Wiemy, jakie błędy popełnili nasi rodzice, staramy się pilnować, aby nie popełnić takich samych. Mój tata był pracoholikiem (nigdy nie miał urlopu, pracował nawet, jak miałyśmy z siostrami komunię czy urodziny, zawsze się spóźniał na nasze uroczystości), pilnuję teraz męża, żeby nie pracował za dużo. W mojej rodzinie brakowało konsekwencji (moja mama na wszystko nam pozwalała i stosowała prawie że bezstresowe wychowanie, a mój tata traktował nas jak dzieci i miał dość ostre wymagania), teraz dużo rozmawiam z mężem, żeby wypracować taką samą reakcję na różne zachowania Tosi.
Mam nadzieję, że uda nam się ustrzec naszą rodzinę przed tym, co było w naszych rodzinach... Popełnimy za to pewnie milion innych błędów
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum