dziewczyny...jak przeżyć mam rozłąkę?
jeszcze 3 miesiące bez M.
kocham go bardzo bardzo bardzo...taka prawdziwa miłość...ale nie wiem czy będę szczęśliwa...za rok M. wyjezdza za granicę na staż na 3lata, ja bede miala jeszcze wtedy 2lata studiów przed sobą mimo, że go kocham to nie wiem czy sobię poradzę...potrzebuję mieć kogoś przy sobie nie wiem co mam robić... proszę Was! poradzcie mi co mam robic...próbować dalej czy po prostu poświęcić to uczucie i patrzeć na siebie by czuć się szczęśliwa...:(
ja nie wiem,ale on nie przeżywa tego tak jak ja...czuję sie troche opuszczona:(
ewela [Usunięty]
Wysłany: Pon 07 Lip, 2008 21:16
hmm 3lata to duzo.. ale kwszytko kwestia wiary w zwiazek. długo jesteście razem?
Szczerze? Bez widzenia się min. co miesiąc bym nie wytrzymała i rzuciła wszystko w pierony, nie dałabym rady. Teraz czasem jest mi ciężko mimo ze w Polsce oboje jesteśmy, tyle że daleko- kilka razy już prawie wymiękłam, ale jakoś dałam radę. Takiego związku jak Twój się zapowiada to bym nie wytrzymała. Wszystko zależy od Ciebie, od zaufania.
wiesz, ludzie mają w życiu różne priorytety.
jedni mogą poswiecic 3 lata wspolnego zycia, żeby potem bylo łatwiej
inni chcą roziwjac się zawodowo i to, że muszą zostawic kogos kogo kochaja ich nie powstrzyma
a jeszcze inni nie widza w tym zostawiania, opuszczania, ot beda dalej, beda dzwonic i bedzie tez dobrze.
z doswiadczenia wiem ze malo ktore zwiazki przezywaja taka probe.
a nawet jak przetrwaja to czesto rozpadaja sie zaraz po powrocie.
no i co jak ukochany dostanie propozycje pracy w kraju do ktorego jedzie?
nie wiem
nie mozecie jechac razem?
staże z reguly sa płatne a teraz studiowanie za granica nie wiaze sie ze szczegolnymi problemami.
to zalezy jak wiele staran jestescie w stanie podjac zeby byc razem
jesli łatwiej ejst osobno to wasz wybor
ja bym sie nie zgodziła na 3 letni wyjazd. moge sie zgodzic na 3 miesiace
ale i tak z trudnem, i licznymi spotkaniami w tym czasie
ale nie 3 lata
porownaj siebie jak miałas 17 lat i teraz
za 3 lata zajdzie podobnie duza zmiana.
pewnie ze sa ludzie ktorzy tak zyja
moze nawet sa szczesliwi
kto wie
pewnie sa
albo udaja
Ja aktualnie jestem podczas 3 miesiecznej rozlaki z moim K. Oboje tesknimy, ale ja wierze, ze to nam dobrze zrobi, ze po powrocie nasz zwiazek nabierze jeszcze wiecej swiezosci. Czasami dobrze jest za kims zatesknic. Rozmawiamy ze soba codziennie, jednak widzenie sie nie jest mozliwe.
Ale na 3 lata nie zgodzilabym sie.
Zreszta, juz raz mialam taka sytuacje. Bylam 1,5 roku z chlopakiem 2 lata starszym ode mnie. Pewnego dnia stwierdzil, ze on tutaj w Polsce dostanie pierdolca, ze juz nie moze, ze to wszystko jest bez sensu, ze on chce zarabiac (nie majac praktycznie zadnego wyksztalcenia, bo nawet sredniej szkoly nie skonczyl) i miec kupe kasy i w ogole i ze nie bedzie tu gnil. No i wyjechal. Na czas nieokreslony. Po miesiacu stwierdzilam, ze to jest bez sensu, nie dla mnie takie zwiazki. Moja przyjaciolka teraz jest z nim, tylko ich zwiazek wyglada tak, ze widza sie przez 3 tygodnie co pol roku. Ja bym tak nie dala rady.
Naprawde nie mozecie razem wyjechac? Nie mozesz konczyc studiow za granica? Albo chociaz wziac dziekanke na rok...
foxy [Usunięty]
Wysłany: Pon 07 Lip, 2008 22:33
Owszem na kilka miesiecy bym sie zgodzila, zreszta mielismy taka sytuacje, ze nie widzilismy sie jakis czas... bylo ciezko, ale dalismy rade.
Na 3 lata jednak bym sie nie zgodzila, to zbyt dlugi okres czasu, jak dla mnie, zbyt wiele mogloby sie w tym czasie wydarzyc u kazdej ze stron..
Jednak jak to mowia: 'Prawdziwa milosc jest jak wodospad, nigdy sie konczy'
dddorotaaa [Usunięty]
Wysłany: Pon 07 Lip, 2008 23:03
jesteśmy razem 1,5 roku już...powiedział mi że mnie bardzo kocha...bardzo o mnie zabiegał, mogę na Niego liczyć zawsze...po prostu miłośc idealna ! ale odkąd wyjechał 3tyg temu jest calkiem inaczej...ciągła kłotnia.
Ja chyba jestem za bardzo zaborcza...wkurzam się jak mi nie odpisuje na gg długo,robię jakies awantury bo jestem zła...jego to razi strasznie;/
jak mam przestać taka być?
napewno bede mogła do Niego jezdzić,czy to wakacje,czy jakieś wolne dni...co nie zmienia faktu że nieraz bedzie to raz na 2 miesiące np:/
jak się trochę uspokoić i nie robić takich scen? przecież nie mogę go zamknąc w jakiejs klatce...przeciez nie jestem jedyna na świecie,ma tez swoje sprawy prawda???
przeciez nie jestem jedyna na świecie,ma tez swoje sprawy prawda???
otóż to, dla niektorych milosc jest najwazniejsza a dla innych inne sprawy.
sorki, ale ty zdecydowalabys sie na wyjazd na studia na 3 lata?
jasne ze tak mozna, jeszcze zalezy jak daleko jest ta zagranica
ale nie mozna robic awantur przez 3 lata, jesli juz tak bardzoc i to nie pasuje to co bedzie za 2 lata?
_________________
foxy [Usunięty]
Wysłany: Pon 07 Lip, 2008 23:15
nie wierze w pojecie idealnej milosci, bo juz nie raz w swoim zwiazku sie przekonalam, ze po prostu tak nie jest, choc byly momenty, ze tak myslalam...
dddorotaaa napisał/a:
jak mam przestać taka być?
najpierw sie opanuj. ja robilam dokladnie to samo i mojego tez to wkurzalo, o ile nie gorzej. przyjeciele mi pomogli, wspolnie razem cos robilismy, zorganizuj sobie jakos czas, poczytaj ksiazke, idz na basen, cokolwiek, zeby nie myslec o tym, ze gokolo ciebie nie ma. wiem, ze jest cholernie ciezko... ale musisz dac rade.
My tez na poczatku mielismy zwiazek na odleglosc. To byly co prawda dwa lata, ale Ty po studiach zawsze mozesz do Niego pojechac (tak jak zrobilam to ja, tylko ze ja zawiesilam studia, bo juz nie moglam wytrzymac ).
W kazdym razie nam udalo sie przetrwac te dwa lata naprawde calkiem niezle. Widywalismy sie wtedy co 4-5 tygodni. Najwiecej nie widzielismy sie chyba 6 tygodni. Wykorzystywalismy wszystkie wolne dni, wszystki mozliwosci i wszystkie oszczednosci Ale bylo warto! Potem zamieszkalimsy razem i zwiazek rozsypal sie z zupelnie innych powodow. Ale teraz znow jestesmy razem i jest cudownie (juz ponad pol roku, znowu na odleglosc, ale ja za 3 tygodnie wracam, wiec.. )
Jesli chodzi o komunikacje mielismy wtedy dokladnie ten sam problem. Ja najchetniej gadalbym z Nim calymi dniami, denerwowalam sie, ze nie odpisuje, nie dzownic, ze Go wieczorem nie ma. A jak juz chcial gdzies isc na impreze etc. dostawalam bialej goraczki. Czesto sie klocilismy w sieci. Bardzo czesto. Ale zawsze jakos wychodzilismy na prosta.
Teraz tez czasami mam takie odruchy, ze zastanawiam sie czemu nie pisze albo dlugo nie odpisuje, ale wtedy:
1. Mysle sobie, ze ja tez nie zawsze mam mozliwosc, czas i ochote napisac.
2. Zwykle jak sie denerwuje, nie mam co robic, ewentualnie nie zajmuje sie soba.
3. Jak mam duzo zajec, spotkan z przyjaciolmi, obowiazkow, dni mijaja szybciej i te 4-5 godzin kiedy On sie nie odzywa nie wydaja mi sie tak strasznie dlugie, jak gdybym siedziala w domu przed komputerem.
4. Mysle sobie, ze faceci jednak sa inni i oni nie potrzebuja az tyle ciepla, kontaktu i ciaglego misiowania
Reasumujac, moim zdaniem zwiazek na odleglosc jest jak najbardziej mozliwy, ale wiele trzeba sie nauczyc. Przede wszystkim siebie, swoich potrzeb i reakcji. I wtedy bedzie dobrze. No i fajnie by bylo, gdybyscie mieli jakies perspektywy. W sensie planujcie wczesniej kto kiedy do kogo przyjezdza, bo wtedy jest zawsze punkt zaczepienia
Dodam tylko, ze dzieli nas 1000km i ma polaczen lotniczych. A Piotrek ostatnio jechal do mnie 15 godzi, zeby byc w niedziele o swicie i wyjechac w poniedzialek wieczorem (i jechac znowu 15 h). Ale bylo warto!
Wiec glowa do gory i powodzenia!
[ Dodano: Pon 07 Lip, 2008 23:27 ]
jej, ale sie rozpisalam
_________________ What would you do if you were not afraid?
dddorotaaa [Usunięty]
Wysłany: Pon 07 Lip, 2008 23:50
jesteście przekochane!!!
chcę wierzyć że nam się uda!!!
M.chce zarobić żeby tutaj w Polsce się nam żyło dobrze...nawet mówi ze nie bedzie sprzedawał starego auta bo nie będzie materiałów na dom(nasz wspólny) woził jakimś nowszym:) on nie jest zły...
tylko mi się własnie wydaje, że ja może zbytnio panikuję...pewnie,że mogę do Niego wyjechac:) skończę inzynierskie studia i zrobię np rok przerwy
jestem głupolem...bo ja mysle tylko ze to on jest taki nie "misiowaty"
Amisu jeśli dałaś radę ze swoim mężczyzna to przejść, to dla mnie też może jest jakaś nadzieja:)
Mysle, ze najlepiej bedzie jesli bedziesz miala duzo zajec. Naprawde. Wtedy docenia sie kazda rozmowe i mniej sie panikuje. Przynajmniej ja
Trzymam kciuki! Kiedy sie zobaczycie teraz?
_________________ What would you do if you were not afraid?
dddorotaaa [Usunięty]
Wysłany: Wto 08 Lip, 2008 00:02
wiesz Amisu...złapało mnie zapalenie stawów,siedzę w domu,to dodatkowo mi to poteguje...nic nie moge zrobić co lubię(rower,spacery z psem-kolana napuchniete,ledwo łażę) ale poprawia się jak najbardziej:)
teraz zobaczymy się 27 sierpnia jeśli lot w ogóle nie zostanie odwołany;/ a poźniej znów miesiąc rozłąki i M.wraca do Polski. tak myśle zeby kupić bilet na ostatni dzień Jego pobytu tam i wrócic z nim samochodem,żeby mu nie było smutno...:)
wiesz co jest jeszcze najgorsze? że on się do mnie zraził,chcę mu pokazać, że już nie będę taka zła i zaborcza, że go tak nie mogę ograniczać! musi mi się udać bo muszę to ratowac!
czy dobrym pomysłem jest np nie pisanie w ogóle i czekanie az on pierwszy napisze? zeby nie czuł się taki osaczony?
Mysle, ze musisz wywazyc te dwie rzeczy. Nie mozesz w ogole nie pisac, bo moze pomyslec, ze sie obrazilas etc. To sa bardzo subtelne rzeczy My wciaz mamy nieporozumienia na tym tle. I jest na przyklad tak, ze jak Piotrek nie odzywa sie caly dzien, mnie jest przykro, ze sie nie odezwal (tzn. zawsze cos napisze, ale czasami malo i rzadko).
Ale na przyklad 2 dni pozniej robie to samo, bo nie mam na przyklad zupelnie czasu, zeby do Niego w ciagu dnia napisac. Albo rozladuje mi sie telefon, albo skoncza srodki na karcie etc. Sami musiscie sie wyczuc.
Ale jesli sie zrazil, mysle, ze mozesz troszke przystopowac z pisaniem i poczekac na Jego reakcje. Tylko bez przesady Nie no, nie chce Ci nic konkretnego radzic, bo to bardzo indywidualne kwestie.
Ja wlasnie napisalam do Piotrka list, bo ostatnio mamy problemy z siecia i z komputerem i nie mozemy normalnie porozmawiac
_________________ What would you do if you were not afraid?
dddorotaaa [Usunięty]
Wysłany: Wto 08 Lip, 2008 00:46
widzę,że mamy dokładnie tak samo:)
rozumiem,trzeba wiedzieć kiedy co i jak napisac...on jest zmęczony,mieszka tam u siostry, chce też z nią porozmawiac, a ja go ciągle bombarduję moimi wiadomościami pełnymi pretensji...
tylko zastanawiajace dla mnie jest, jak faceci potrafią wytrwac w takiej dłuuuugiej rozłące i wcale sie tym nie przejmowac w takim stopniu jak kobiety? przecież mi to cholernie trudno przychodzi!!! oni chyba bardziej myśla poważnie a nie że misiakowanie itd
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum