Julie, w moim przypadku najlepiej działa mechanizm nagród. Ja bym np. zaczęła od stanowczego powiedzenia sobie - ok, zjem batona, ale pod warunkiem że NAJPIERW zjem posiłek. Może nie byłabym szczególnie szczęśliwa jedząc brokuły czy inne takie, ale wizja Twiksa by mnie zmotywowała. No nie wiem, ja stosuję tę metodę do wielu aspektów życia

Oczywiście, nie zawsze działa za pierwszym razem.
Generalnie najpierw bym dodała jakiekolwiek potrawy do diety, a dopiero po jakimś czasie stopniowo redukowała słodycze. W moim przypadku jakakolwiek próba nagłej i kompletnej zmiany byłaby z góry skazana na porażkę. Dałabym sobie jakieś 2-3 godziny od przebudzenia na złamanie się.
W ogóle jak akurat mam fazę "jestem tłusta" to przed zjedzeniem czegoś słodkiego zadaję sobie pytanie, czy to jest warte tych kalorii. I godzin ćwiczeń. Odpowiedź dla większości produktów brzmi "nie". No, może nie dla Lindorów, Cornetto Italiano i paru innych, ale od większości pokus mnie ustrzega. No ale tutaj chyba nie znajdzie zastosowania.
W ogóle kiedyś jadłam też bardzo dużo słodyczy (i najlepsze jest to, że nie tyłam w ogóle), ale potem przestałam - niestety nie pamiętam co dokładnie to spowodowało. Pewnie odbicie w lustrze. Na pewno po 2 tygodniach I fazy diety SB przez jakieś pół roku nie dotknęłam słodyczy, w ogóle nie czułam potrzeby. Aktualnie zdarza mi się zjeść coś słodkiego, ale moim problemem jest raczej wszystko inne.
Suszone słodycze to też bardzo fajny pomysł (przy czym tony suszonych moreli albo śliwek to bardzo, bardzo zły pomysł), podobnie jak z Colą zero. W ogóle owoce, np. ananas, melon, kokos, arbuz - przecież to cholernie słodkie, powinno zastąpić w jakimś tam stopniu słodycze.
No i szykowanie sobie dietetycznego jedzonka do pracy to też bardzo dobra rada, jak tego nie robię zazwyczaj zaliczam wpadkę i głód zmusza mnie do kupienia czegoś. Nie muszę chyba dodawać, że zazwyczaj są to słodycze albo inne śmieciowe jedzenie.