a spytam dlaczego to on ma sie dostosowywac ?? a n ty nie ??? w końcu slub w urzędzie jest tak samo wazny jak ten w kosciele dla mnie branie slubu w kosciele tylko dla swietego spokoju dobrze nie wplynie na rozpoczynanie sie zwiazku
i chyba musicie o tym powaznie porozmawiac tak zeby nie bylo jak u mojej kumpeli ona nie chciała w kosciele on nie chcial w cerkwi i suma sumarum zwiazek sie rozpadł po 9 latach bycia razem , wyjaśnijcie sobie jak widzicie kiedys w przyszłości ta kwestie tak zeby kiedys nie było zaskoczenia jesli on np.niezechce brac jednak slubu w kosciele
_________________
"Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie czuł się jak u siebie w domu?"
Aniu - ale przecież KK przewiduje rozwiązanie dla takich osób jak wy - bierze się ślub w kościele, a jedno z małżonków (wierzący) składa przysięgę kościelną, drugie - przysięgę cywilną. Ponieważ obecnie ślub w kościele ma moc prawną, podpisuje się normalne papierki jak w USC i sprawa załatwiona. Nie widzę w tym więc żadnego problemu. Musisz powiedzieć połówkowi o tym, że jest taka możliwość, i że ludzie z niej korzystają. Wtedy połówek też wcale nie musi iść do komunii itp. - ponieważ dla niego taki ślub ma wyłącznie moc cywilną, a dla Ciebie jest "pełnoprawnym" sakramentem/\.
_________________ And I remembered 'The Fourteenth Book of Bokonon', which I had read in its entirety the night before. 'The Fourteenth Book' is entitled, 'What Can a Thoughtful Man Hope for Mankind on Earth, Given the Experience of the Past Million Years?'
It doesn't take long to read 'The Fourteenth Book'. It consists of one word and a period.
This is it:
'Nothing.'
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Ja nie mam nic dziewczyny przeciwko ślubowi cywilnemu:) mogę wziaść i cywilny , pod warunkiem ze i koscielny będzie .
Jusstyce dzięki za info, nie wiedziałam, ze tak można, bo wogóle to niedawno sie zaczełam nad tym zstanawiać...mi by to w sumie odpowiało...ciekawe tylko jakby to przyjeła moja rodzina....
Wiem, ze muszę z nim o tym porozmawiać, nie chce az tak bardzo naciskać, zeby go powiedzmy nie wystraszyć czy coś....z drugiej strony odgrywanie szopki w stylu , ze on pójdzie do spowiedzi itp wiem, ze tez nie ma sensu przynajmniej dla niego i byłoby to dla niego męczarnia a nie szcześliwy dzień....chyba to rozwiązanie, które napisałaś byłoby najrozsądniejsze i byłoby najlepszym kompromisem....spróbuje przy okazji wrócić z nim do tego tematu....
Wiedzma ślubu koscielnego nie chce dla świetego spokoju....ja chce żyć w zgodzie z sobą i swoją wiara...dla mnie slub cywilny to prawie tak jak zycie na kocią łape itp....to tylko papierek, który nie ma dla mnie znaczenia, no moze ułatwia prowadzenie pewnych wspólnych spraw...a slub kościelny ma dla mnie wielką moc, wiem, ze jak Mu coś obiecam to dotrzymam słowa tu nic nie musze podpisywać, tu obiecuje coś człowiekowi któego kocham przed Bogiem...to mi da siłe zeby przetrwać z tym cżłowiekiem reszte życia. Wiem,ze to troche ala mocherowy beret;)))ale bardzobym chciała wziąść i kościelny ślub, chociaz by po to żeby potem móc normalnie przystępowac do Komuni, nie to że jakaś świeta jestem czy coś...no ale no wiem, ze bym sie z tym sle czuła...masz racje, przez to się moze wszystko popsuć....dlatego boje sie troche z nim o tym rozmawiać....eh
P.S. Byłyscie może kiedyś na takim śluie jak pisała Justyce? TRoche to dziwne...ja powiem przysiege...a on nic....eh no ale jak trzeba będzie to przezyje.
P.S. Byłyscie może kiedyś na takim śluie jak pisała Justyce? TRoche to dziwne...ja powiem przysiege...a on nic....eh no ale jak trzeba będzie to przezyje.
Byłam świadkiem na takim ślubie. I prawdę mówiąc nie byłam w stanie zlokalizować różnicy między tym a takim typowym. I to nie jest tak, że ta druga osoba nie mówi nic podczas przysięgi, czymś się tam różnią słowa, ale uwierz, przeciętna osoba nie znająca na pamięć typowego przebiegu mszy ślubnej nie jest w stanie zauważyć różnicy.
Sporo pewnei zalezy od księdza, bo jeśli jakiś nawiedzony zacznie podkreślać, że o, ci tutaj biorą ślub jednostronny, pan młody to wyrodek itp itd to może nie być zbyt miło, ale myslę, że da się tego uniknąć. Moim znajomkom sie to udało i mieli bardzo piękny ślub kościelny, mimo, że jednostronny właśnie.
To super:) teraz juz wiem doczytałam w necie, składa przysięge tylko pomija sie te kwestie o Bogu itp, to mi troche ulżyło....fajnie by było jakby mi się tez tak udało jak TWoim znajomym. NO myśłe że ksiądz już nie będzie taki świntuch zeby podkreślać ze to taki a nie inny śłub bo by popsuł nam ten dzien po maksie...no nieważne, powiem Wam ze mi troche ulżyło że tak można i jestem troche spokojniejsza >
kkatarina [Usunięty]
Wysłany: Nie 10 Gru, 2006 18:40
z góry sorry za zasmiecanie wątku akto
Mam podobne zdanie do Ani
sam ślub cywilny nie ma dla mnie specjalnego znaczenia
tzn nie potepiam ludzi mieszkajacych razem bez slubu czy w zwiazku po ślubie cywilnym
ich zycie- ich sprawa ,nie mnie osadzać
rozumiem Anię, slub w kościele gdzie skladasz przysięge przed samym Bogiem...to jest ważne
nie wiem jak bym sie zachowala w sytuacji jakby Misiek nie chciał kościelnego....
od kiedy sie znamy wiedzialam ze jest wierzący, wiec nawet nie bralismy pod uwage ze moglibyśmy kiedys nie brac slubu kościelnego...
wydaje mi sie ze nie zgodzilabym sie na slub jednostronny, raczej próbowałabym go przekonac, nie na siłe, ale tak aby sam zrozumiał co wg mnie w zyciu powinnno stanowić priorytetową sprawę
slub jednostonny, maż niewierzacy w Boga?a co potem?
bedzisz chciala wychowac swoje dzieci wg zasad ktore Tobie zostały wpojone a on np nie bedzie chciał ci na to pozwolic? albo zabroni im przyteepowac do Sakramentów sw?
niestety znam taki przypadek. miało byc pieknie i ładnie, dziewczyna wzieła slub jednostronny, facet niewierzący, na poczatku bylo ok, potem On zabronił dziecim chodzic do kosicoła itp
sprawa nie jest taka prosta
wiadomo Twoje życie Twoja sprawa, zrobisz jak uwazasz
wydaje mi sie ze nie zgodzilabym sie na slub jednostronny, raczej próbowałabym go przekonac, nie na siłe, ale tak aby sam zrozumiał co wg mnie w zyciu powinnno stanowić priorytetową sprawę
tylko w tym problem ze to co dla ciebie jest priorytetem dla kogos moze juz nie byc
w końcu nie po to jest sie z kims zeby kogos zmieniac na własne podobieństwo
_________________
"Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie czuł się jak u siebie w domu?"
kkatarina [Usunięty]
Wysłany: Nie 10 Gru, 2006 18:54
Wiedźma napisał/a:
tylko w tym problem ze to co dla ciebie jest priorytetem dla kogos moze juz nie byc
w końcu nie po to jest sie z kims zeby kogos zmieniac na własne podobieństwo
tak wiem i rozumiem
ale jak juz wczesniej napisalam nie wiem jak bym postapiła gdyby misiek nie chciał koscielnego
nie bylam w takiej sytuacji
bo od kad znalismy sie był wierzący, a od kiedy zaczeły sie rozmowy o slubie bralismy oboje tylko kościelny pod uwage
Ania [Usunięty]
Wysłany: Nie 10 Gru, 2006 19:00
kkatarina napisał/a:
wydaje mi sie ze nie zgodzilabym sie na slub jednostronny, raczej próbowałabym go przekonac, nie na siłe, ale tak aby sam zrozumiał co wg mnie w zyciu powinnno stanowić priorytetową sprawę
slub jednostonny, maż niewierzacy w Boga?a co potem?
z
Eh no widzisz, wiadomo, ze wolałabym "normalny" ślub...chodzenie wspólnie z mężem i dziecmi do kościoła itp...ale zycie nie jest takie proste i piekne....
To jest dla mnie bardzo trudne, bo go kocham....
Nie mogę mu kazać czegoś zrobić na siłe...szanuje jego wybór...i wiem ze mimo to jest wspaniałym facetem, mimo to ze nie wierzy w Boga to mamy podobne zdanie w różnych kwestiach...chodzi mi o to , ze jest "dobrym " człowiekiem mimo to. Wiesz jakbym sie bardzo uparła (czego nie chce) to pewnie by się zgodził na koscielny ale co mi po takim kościelnym jeśłi wiem ze on to robi nie dla siebie tylko dla mnie...na przymus...to bez sensu jest:(.
Co do wychowania dzieci to aż tak do przodu nie wybiegam myślami....ale mysłe ze...jest typem człowieka, który raczej nie narzuca swojego zdania, podchodzi bardzo racjonalnie do zycią, wysuwa argumenty , czasem trudno mi je odeprzeć, bo wiara to nie tylko kwestia logiki...wydaje mi się że nie przeszkadzałby mi w wychowaniu dziecka w mojej wierze...wiem wiem róznie moze być ...ale ja na pewno postarałabym się dopilonowąc żeby pokazać mu moją wiare , zeby kiedyś w przyszłosci mogło samo zadecydować w co chce wierzyć. WIem, ze będzie mi trudno, póki co nas ta kwstia nie różni bo ustaliliśmy z Miskiem ze o Bogu nie dyskutujemy...wiec mam nadzieje,ze udałoby sie tak ze ja wpajam dziecku pewne reguły a on sie nie wtrąca...kórde temu dziecku będzie ciezko chyba to do mnie właśnie dotarało....
NIe, za daleko zabrnałeam w dyskusji, sorki za offtopa ;/
slub jednostonny, maż niewierzacy w Boga?a co potem?
bedzisz chciala wychowac swoje dzieci wg zasad ktore Tobie zostały wpojone a on np nie bedzie chciał ci na to pozwolic? albo zabroni im przyteepowac do Sakramentów sw?
No ale to, że on się zgodzi na ślub normalny "z miłości", nie znaczy, że zacznie wierzyć. I nie znaczy, że potem nei wynikną te problemy, o których piszesz. Więc nie wiem, czy to taka silna gwarancja...
_________________ Zła wypowiedź? To tylko skróty myślowe!
Moi rodzice są raczej z tych "mocno" praktykujących, ale od dawna moja mama miała dość życiowe podejście do "mieszanych" związków - trzeba pójść na mocny kompromis i żadna ze stron po prostu nie może za bardzo ciągnąć w swoją stronę. Co to oznacza? Ślub - można wziąć taki "jednostronny" - o którym właśnie napisałam. Strona wierząca wtedy przystępuje do sakramentu i wg nauki KK nie żyje w grzechu. ALE! Taki ślub ksiądz może dać TYLKO pod warunkiem deklaracji niewierzącego małżonka, że nie będzie zabraniał ochrzczenia i wychowania dzieci w wierze katolickiej.
Ale strona wierząca ma też tu duże obowiązki. Przede wszystkim nie wolno naciskać na tę niewierzącą osobę. Nie wolno wmawiać, przekonywać, nic na siłę. Być może będzie tak, że niewierzący małżonek nie będzie miał nic przeciwko ochrzczeniu dzieci.
Co do katolickiego wychowania - można i w tym zachować umiar i nie dopuścić do krzywych sytuacji. Po pierwsze dziecko musi mieć świadomość, że wiara to nie jest coś wrodzonego i są osoby, które mogą nie wierzyć w Boga i jednocześnie mogą być dobrymi ludźmi. Moi rodzice zawsze taką rzecz we mnie wpajali, chociaż oboje są wierzący i tego "problemu" w ich przypadku nie było. No ale do tematu wracam. Po drugie - sam wierzący małżonek nie może za bardzo "odlatywać". Wiara jest ważna, ale rodzina i miłość najważniejsza. Nie da się "zakleić" zgrzytów w domu choćby nie wiem jak najgorliwszą modlitwą. A znam małżeństwa "mieszane", w których wszystko poszło na darmo, bo właśnie ta wierząca strona za bardzo na wszystko naciskała. Trzeba po prostu zrozumieć, że coniedzielna msza i modlitwa - w miarę potrzeb - codzienna bądź rzadziej - to zupełnie wystarczająca sprawa. Nie warto się wkręcać w "odnowy" i inne stowarzyszenia religijne, bo mogą wyniknąć z tego same kłopoty. Można spotkać tam ludzi, którzy w dobrej wierze ponakładają głupot do głowy, co przyniesie tragiczny skutek.
Słowem - uważam, że wszystko w takiej sytuacji da radę wypracować metodą spokojnej dyskusji i kompromisów. Nie ustępstw, tylko po prostu drobnych umów. "Ty nie sprzeciwisz się ochrzczeniu dzieci, ale ja nie powiem nigdy dzieciom, że tato jest be, bo do kościoła nie chodzi." "Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli będę chciała pójść do kościoła, ale ja nie będę cię tam na siłę ciągnąć i nie będę rzucała krzywych aluzji, że nadal do wiary katolickiej się nie przekonałeś." "Nie będę wtrącać się w twoją wiarę pod warunkiem, że nie będziesz chciała na siłę zmieniać moich poglądów."
I tyle.
Kto wie - może z czasem ta druga strona, ze względu na szacunek i podziw do ciebie kiedyś powie "chcę pójść z tobą do kościoła"?...
Aniu - trzymam kciuki.
I na miłość boską, nie pisz słów w stylu:
Ania napisał/a:
WIem, ze będzie mi trudno, póki co nas ta kwstia nie różni bo ustaliliśmy z Miskiem ze o Bogu nie dyskutujemy
Musicie podyskutować, i to już, teraz, a nie wtedy, kiedy może okazać się za późno. Musicie wyłożyć sobie każdy, kawa na ławę, co się dla was liczy i na co jesteście w stanie pozwolić.
_________________ And I remembered 'The Fourteenth Book of Bokonon', which I had read in its entirety the night before. 'The Fourteenth Book' is entitled, 'What Can a Thoughtful Man Hope for Mankind on Earth, Given the Experience of the Past Million Years?'
It doesn't take long to read 'The Fourteenth Book'. It consists of one word and a period.
This is it:
'Nothing.'
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Wiek: 26 Dołączyła: 27 Kwi 2005 Posty: 415 Skąd: Stu milowy las
Wysłany: Pon 11 Gru, 2006 09:31
różnica jest w przysiędze:
osoba wierząca mówi: "slubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cie nie opuszczę aż do śmierci, tak mi dopomóż Panie Boże w Trójcy Jedyny i wszyscy Święci"
osoba niewierząca: "slubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cie nie opuszczę aż do śmierci"
oraz przy nakłądaniu obrączek:
wierząca: "męzu/żono przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego"
niewierząca: "męzu/żono przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności"
no i to że nie przystępuje do komunii osoba niewierząca... Obydwoje natomiast podpisują deklaracje o wychowaniu dzieci w wierze katolickiej, natomiast pytanie "czy zamierzacie po katolicku przyjąc i wychować potomstwo??" nie musi byc zadane podczas mszy, bo np Ojciec panny młodej jest żydem i żeby go nie drażnić (przykład z życia wzięty)...
No i nie musicie udzielać sobie sakramentu na mszy tylko możecie na nabożeństwie skróconym...
i tyle w sumie...
_________________ Absterget Deus omnem lacrimam ab oculis eorum - i otrze Bóg wszelką łzę z ich oczu!
Ania [Usunięty]
Wysłany: Pon 11 Gru, 2006 17:08
Justyce napisał/a:
I na miłość boską, nie pisz słów w stylu:
Ania napisał/a:
WIem, ze będzie mi trudno, póki co nas ta kwstia nie różni bo ustaliliśmy z Miskiem ze o Bogu nie dyskutujemy
Musicie podyskutować, i to już, teraz, a nie wtedy, kiedy może okazać się za późno. Musicie wyłożyć sobie każdy, kawa na ławę, co się dla was liczy i na co jesteście w stanie pozwolić.
Wiem, wiem...dyskutowalismy kilka razy o naszych poglądach w kwestii isnienia Boga, nie w kwestii ślubu, on mi czasem takie argumenty podaje ze mi bardzo trudno je odeprzeć...tłumaczyłam mu że wiara nie opiera sie na logice, a on by chciała żeby było czarno na białym to i to dlatego że to , dowód konkretny, ale z wiarą sie tak nie da:) i własnie w tej kwesti ustaliliśmy ze już nie dyskutujemy o tym, ze on mnie nie namawia i ja jego też nie.
Dziękuję dziewczyny za rady, opinie i za info na temat ślubów jenostronnych, mam nadzieje, że kiedyś wezme z nim ślub chociaz taki. Będę do tego go namawiac na 100%.
Dzieki wielkie :*
Nie namawiaj go do tego, tylko przedstaw sprawę i pokaż, dlaczego Ci na tym zależy. Warto by było też przy okazji przedyskutować sprawę ewentualnego chrztu dzieci.
_________________ And I remembered 'The Fourteenth Book of Bokonon', which I had read in its entirety the night before. 'The Fourteenth Book' is entitled, 'What Can a Thoughtful Man Hope for Mankind on Earth, Given the Experience of the Past Million Years?'
It doesn't take long to read 'The Fourteenth Book'. It consists of one word and a period.
This is it:
'Nothing.'
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum