Leczył się, ale był święcie przekonany, że "go nic nie boli, go nic nie strzyka" więc z nim jest wsio ok i że na daremno ta maść. Mój chłop uznaje chorobę wtedy, gdy boli, osłabia organizm itp

A że choruje mało, to nie docierał argument.

Ale wszystko skończyło się dobrze