nigdy nie rozumiałam, po co są toniki do twarzy, na każdym było napisane, że "tonizuje" skórę, nie ma to jak wyjaśniać coś niezrozumiałego czymś niezrozumiałym
aż w końcu przeczytałam, że chodzi o zakwaszenie pH skóry, która po myciu traci swój kwaśny odczyn, co oczywiście skutkuje samymi złymi rzeczami. tak to sobie wytłumaczyłam (słusznie?).
i zamierzam zacząć tonizować!
tym bardziej, że po ostatniej escapelle'owej przygodzie cera bardzo się buntuje (z mieszanej stała się tłusta i sporo mi powyskakiwało) - jednak lewonogestrel podział silnie androgenizująco
polecicie coś?
patrzyłam na wizażu - nie w każdym opisie toniku jest, że "nadaje kwaśny odczyn skórze", ale chyba każdy i tak to robi...? czy brać antybakteryjne, z kwasem salicylowym...?
[jeśli temat jest debilowaty, to proszę gdzieś mnie podłączyć

]