moni, jeszcze zwal wszystko na głód na świecie i wojny.
Dzizus, ludzie! W tym temacie tylko bronicie tych co pracują na "kasie w markecie"!
Konrad, przede wszystkim ja nikogo bronić nie muszę. Nie bardzo rozumiem twoją myśl :/ Po co bronić kogoś kto uczciwie pracuje? Śmieszy mnie jedynie wasze podejście do życia, że wszystko zależy od nas samych i wystarczy chcieć. Bo nie wystarczy samo chcieć i nie wszystko zależy od nas. Tego jednak doświadczysz jak zaczniesz żyć jak dorosły człowiek. Na dzień dzisiejszy jesteś dla mnie dzieciakiem przy mamusi.
Pragnę jeszcze dodać, że wszyscy jesteśmy sobie nawzajem potrzebni, pani kasjerka, pan co sprzedaje marchewkę, piekarz, murarz i zegarmistrz. Świat nie przypadkowo jest tak skonstruowany. Co to by było za życie, gdybyśmy wszyscy byli asystentami albo informatykami?
Sama prowadzę dwie firmy, zatrudniam kilka osób, współpracuję z kilkunastoma i dziękuję im za ich pracę, gdyby nie oni mogłabym zamknąć interes i podziwiać moje dyplomy i skończone kursy pod mostem.
Odezwałam się w tym temacie , bo poruszyło mnie twoje chamstwo i brak szacunku dla innych ludzi, a tymczasem wielu do pięt nie dorastasz ani wykształceniem, ani doświadczeniem ani swoją pensją. To co zarobisz w miesiąc mogę wydać w godzinę na gacie.Mimo to mam szacunek do twojej osoby, bo tacy jak ty naprawiają mi moje sprzęty.
Konrad napisał/a:
moni napisał/a:
Ludzkie życie to nie zabawa klockami lego. Tu nie można po prostu się spakować i wyjechać do innego miasta. Taka przeprowadzka (piszę o rodzinie) wymaga sporego nakładu, nie tylko finansowego, ale przede wszystkim emocjonalnego. Koszta natomiast jakie się za to płaci nie zawsze są opłacalne.
Taaaak, taaaak. Usprawiedliwiajmy bardziej, szukajmy wszelkich opcji na NIE, żeby tylko nie ruszać się z miejsca zamieszkania. Użalajmy się więcej nad sobą, to w końcu takie polaczkowate. Zamiast szukać pozytywnych aspektów poszukajmy negatywnych!
Mój drogi, ja wiem o czym piszę. Sama z rodziną zmieniałam miejsca zamieszkania wiele razy. Mieszkałam w Gdańsku, w Warszawie, we Wrocławiu. Wiem, o czym piszę. Ty nie wiesz.
Ironia, doceniam twoją ciężką pracę włożoną w twój rozwój, możesz być z siebie dumna. Miałaś też sporo szczęścia Nie chcę deprecjonować twoich zasług. Jedynie otworzyć oczy, że chcieć, to czasami za mało.
I piszę to jako osoba spełniona, która nie bała się ani ryzykować ani zmieniać, która spełnia swoje marzenia. Może dlatego właśnie wiem, że moje samo chcieć nie wystarczyło do osiągnięcia tego, co mam. Mam dużo pokory wobec życia, wiem, że wystarczy mała sytuacja by wszystko się zmieniło.
_________________ Happiness can only come from inside of you and is the result of your love.
"...różne są ptaki, są orły i kury, orły wzlatują wysoko pod chmury..."
Ostatnio zmieniony przez moni Nie 12 Cze, 2011 22:26, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 24 Dołączyła: 11 Sie 2008 Posty: 287 Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 12 Cze, 2011 22:17
Czarownica napisał/a:
ironia napisał/a:
Dodać muszę, że mi nie odwaliło jestem osobą raczej normalną, rozsądną.
Twoje wypowiedzi przedstawiają inną sytuację....
niestety,zgadzam się.
może "na żywo" jesteś inna,ale tutaj brzmisz właśnie jak taka panienka która przyjechała do stolycy i już jest wielką warszawianką,bo studiuje, dorwała do korytka jako asystentka prezesa i tupie nóżką bo ona chce na zakupy w niedzielę,bo ona się w sobotę relaksuje.a to nie można na zakupy w sobotę a relaksować się w niedzielę?
wypowiem się jako warszawianka od kilku pokoleń a nie kilku miesięcy.
niektórym się wydaje,że można sobie pojechać do większego miasta i zaraz będzie super praca.a gucio-gdyby tak było to w Warszawie nie byłoby marketów,kawiarni i kin,bo kto by w nich pracował,jak wszyscy mają ambicję na asystentów (nie piję do ironii,wybieram pierwszy lepszy przykład).tutaj też nie jest łatwo znaleźć pracę o jakiej się marzy.mi się naprawdę potężnym cudem udało załapać do Instytutu,a bardzo konkretnie szukałam pracy w zawodzie ponad rok.a mam znajomych,którzy szukają,doszkalają się,biegają na wszelkie kursy,pokończyli studia i co?i nie znajdują.dlaczego?nie wiadomo.i powiedzcie mi teraz gdzie oni mają jechać,skoro w Warszawie pracy nie znajdują?nie zawsze jest tak że się chce,pojedzie do miasta i się dostanie.
emileczka, no mnie się udało i może z tego powodu taka radość. Z pewnością nie jestem pyszałkowatą małpą, która nie szanuje pracy innych. Bardziej mi chodziło o fakt zamkniętych sklepów w święto kościelne, nie do końca tak popularne. Ja piję do święta, nie do pracy w niedzielę, bo jak wspomniałam zakupami zajmuję się wtedy, już z przyzwyczajenia. Jeśli nie będzie handlowych niedzieli to zwyczajnie będę wtedy sobotnim kupcem.
Doceniam tę pracę, tak samo jak wiele osób, co pracują od 10, docenia to, że ja od 8 im czas swój poświęcam, bo taką mam pracę.
no mnie się udało i może z tego powodu taka radość
dziecinko, trzymam za Ciebie kciuki i dobrze Ci życzę ale może się wstrzymaj z otwieraniem szampana - taka mała rada. Dopiero co się przeprowadzałaś, dopiero zaczęłaś pracować a już otrąbiłaś zwycięstwo.
może poczekaj aż Ci przedłużą umowę pierwszą umowę chociaż?
Przykra sprawa, z tym całym brakiem szacunku......to raptem kilka niedziel w roku.... czy to aż taki problem? Skoro, jak piszesz Ironia wszytsko zależy od chęci - to zapewne zrobienie zakupów w innym dniu tygodnia także
Przyznam szczerze, że nie wiem, o co cała ta zadyma - w DE na przykład wszystkie sklepy (poza takimi malutkimi spaetkaufami, gdzie kupisz co najwyżej batonika, colę albo piwo, ewentualnie chleb, i dosłownie kilkoma sklepami w mieście, typu Kaisers na Hbf) w KAŻDĄ niedzielę są pozamykane, dodatkowo w święta - w Niemczech dni wolnych od pracy z tego powodu wypada więcej niż w Polsce. I jakoś spokojnie da się żyć, nikt sobie z tego nic nie robi i ludzie sobie radzą - a nie wydaje mi się, żeby pracowali mniej czy inaczej niż Polacy. Kwestia przyzwyczajenia, to wszystko. Dla mnie to była kwestia przyjęcia tego faktu do wiadomości, teraz w ogóle nie zwracam uwagi na to, że w niedziele nie da zrobić się żadnych zakupów. A w Polsce przecież prawie w każdą niedzielę sklepy są czynne. I to nie tylko spożywcze, otwarte są też przecież całe galerie handlowe, dokąd rzesze Polaków nie wiedzących, co zrobić z czasem wolnym w niedzielę, udają się na rytualny szoping albo pogapienie się na różne nowości w Media Markt albo powąchanie perfum w Sephorze Raban się robi o parę tych dni w roku, gdzie tutaj co najmniej jeden dzień w tygodniu wszystko jest pozamykane i nikt od tego nie umiera
_________________ And I remembered 'The Fourteenth Book of Bokonon', which I had read in its entirety the night before. 'The Fourteenth Book' is entitled, 'What Can a Thoughtful Man Hope for Mankind on Earth, Given the Experience of the Past Million Years?'
It doesn't take long to read 'The Fourteenth Book'. It consists of one word and a period.
This is it:
'Nothing.'
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
ale ja mam szacunek, ogromny. Do każdej pracy, począwszy od pani co biega z mopem po klatce, skończywszy na bezczelnym techniku, z którym się dziś zmagałam.
Jak wspomniałam, chodziło o święto, nie do końca popularne, dodatkowo kościelne ( wiem jestem straszna, ale święto kościelne nie powinno mieć wpływu na handel, co prawda do Bożego narodzenia i Wielkanocy przywykłam, bo to jednak dłuższe święta, ale takie jednodniowe jest paraliżujące w pewnym sensie, szczególnie jeśli się o nim nie mówi, zapomni) Wspomniałam też, że osoba pracująca w sklepie zdaje sobie sprawę z pracujących niedziel jak i z tego, że wtedy dużo osób będzie. Dokonała takiego wyboru lub tak wyszło. Nie napisałam nic złego na temat sprzedawców, handlowców, nie wypomniałam braku wykształcenia, lenistwa.
Mamy handlowe niedziele, dodatkowo u mnie w domu zawsze się robiło duże zakupy w niedzielę. Nie widzę w tym nic złego i dziwnego.
Jeśli wejdzie ustawa o wolnej niedzieli to mi to będzie latać. Poradzę sobie z tymi zakupami w sobotę. Jednak teraz mam tak życie ustawione, że niedziela mi odpowiada, bo często Maciek w soboty pracuje, często gdzieś jedziemy, pomagamy wykończyć mieszkanie znajomym itp. itd.
Zejdźcie ze mnie i z braku szacunku, bo brak szacunku pokazał Konrad, ja jedynie powiedziałąm co myślę, nie robiąc przy tym nikomu krzywdy czy też umniejszając.
Kwestię możliwości wyjazdu, zebrania się w sobie nadal uważam, za realną szansę dla wielu osób.
Praca to nie wszystko. To nie powinno być jedynym sensem, celem w życiu i tylko temu podporządkowywać swoje życie.
Nie każdy chce wyjeżdżać. Nie każdemu jest źle "u siebie". Gdy ma się rodzinę, bliskich, mieszkanie, ogród, zwierzaka - i nie chce się wyjeżdzać, szukać szczęścia gdzie indziej, dlaczego nie można "wymagać", aby w najbliższym otoczeniu była praca?
Weźmy przykład z osób mieszkających za granicą. Wiele z nich co z tego, że żyją na poziomie, mają kasę, stać ich na to czy tamto, skoro ich rodziny się porozpadały, nie mają do czego wracać, a tęsknią za krajem, za bliskimi? Czasem trzeba przewartościować swoje życie...
Gdyby każdy wyjechał do Warszawki, to by w niej miejsca zabrakło I pracy też
Szanuję osoby pracujące w sklepach. Grzecznościowe formułki, daję od razu "końcówki" jeśli mam. W niedzielę chodzę po marketach, bo są otwarte. Nie byłyby, trzeba byłoby kiedy indziej. Mój chłopak wychodzi z domu o 6, wraca o 20. Nie tylko on tak pracuje. Więc rozumiem, że w jakiś dzień musi też na te zakupy iść.
Co z tego, że dni świąteczne są wolne? Nie jestem katoliczką, ale zawsze mnie to cieszyło, że mimo to, mam wolne. Czy od szkoły, czy teraz od pracy. Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia z jakiej okazji. Nikt mnie nie zmusi, żebym to obchodziła.
Niestety, Polska jest krajem bardziej katolickim, niż świeckim, w innych krajach przeważają inne religie, co nie znaczy, że mniejszości też nie ma. Są więc inne dni wolne, decyduje większość. Tak jest od dawna. Powinniśmy do tego przywyknąć.
Szczerze jestem natomiast oburzona odzywkami Konrada, i nie tylko. Tak jak moni napisała - ktoś musi to robić. Ktoś musi zamiatać ulice, ktoś musi wozić szambo, ktoś musi stać za ladą, ktoś zarządzać. Dlaczego więc nie mieć szacunku do innych? Prawda jest taka, że sami byśmy niewiele zdziałali. Za biurkiem domu nie zbudujesz, na kartce sobie warzyw nie narysujesz, to nie zaczarowany ołówek.
Niestety, ciężka praca, harówka, nie jest w ogóle doceniana, ani wypłacalna.
Co do wypowiedzi ironi i jej podbojem warszaffy to się ciesz że Twojemu facetowi też się ułożyło i dobrze zarabia to możecie sobie pozwolić na duże mieszkanie itd, powiedzmy sobie szczerze że gdyby nie to to dalej byś mieszkała w Toruniu czy Bełchatowie czy gdzie tam jeszcze, nawet Twoja pensja asystentki prezesa by nie wystarczyła na mieszkanie i życie.
Jeszcze rok temu pracowałam w markecie w małej mieścinie, w niedzielę 12 godzin, ludzie po kościele przychodzili na zakupy, takie same jak prawie codziennie w tygodniu, a wtedy wybredni i wszystko świeże by chcieli a wiadomo że przecież w niedzielę warzyw nie przywiozą. Ja osobiście nie lubię zakupów w niedzielę, wtedy mi szybko zleci a jednak w tym dniu chciałabym wypocząć albo odwiedzić najbliższych. Moja ciotka na zakupy do Tesco jeździ ok 21 - 22 godziny a wraca po północy, mówi że wtedy ma spokój bo mało ludzi jest.
Co do stwierdzenia Konrada to mój szwagier wyjechał prawie 400 km za pracą no i co z tego? Płacą mu prawie najniższą średnią, zarobki są adekwatne do tego z jakiego województwa jesteś i co? Dalej się opłaca wyjechać?
Zgadzam się z dziewczynami wyżej w 100%, od siebie chciałam tylko wtrącić trzy grosze
_________________
____________________________________
Dorośli to przeterminowane dzieci.
"Nigdy nie warto tęsknić za kimś, co do kogo nie mamy pewności, że śpi tej nocy samotnie"...
Lidia Jasińska - "Flirtuchy"
Cesis, no cóż, nie mamy dużego mieszkania, bo niestety w Warszawie są one dla nas za drogie. powyżej 60 m w centrum niestety mordują cenami. ( gdzie indziej nie wchodzi w gę, bo ponad godzina dojazdów to koszmar)
Kolejna sprawa, pracując w Bełchatowie zarabiałam tyle co obecnie. W Toruniu pracy nie ma, dlatego wyjechałam. Owszem moja pensja nie pozwala mi na samodzielne wynajmowanie mieszkania i w miarę godne i przyzwoite życie, ale wychodzę z założenia, że to początek i kiedyś dam sobie radę sama. We 2 zdecydowanie lepiej.
Dodam, że Maciek wyjechał z 30 zł pożyczonymi ode mnie do Warszawy, bo wolał na początku pomęczyć się w Warszawie, ale i mieć świadomość, że praca będzie, a nie pracować za 900 zł w Toruniu. Zaryzykował - udało się. Ja zrobiłam to samo, co prawda miałam już gdzie się zaczepić.
Wiele zależy od szczęścia i celów, które się założyło i do których się dąży. Wielu moich znajomych porobiło po studiach to samo. Rozsiali się po Polsce, to Kraków, to Łódź. Ale to młodzi ludzie, bez rodziny, dzieci, problemów, jedynie ze świadomością, że jak nie wyjadą, nie będą gdzieś indziej szukać to zostaną z niczym i nikim.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum