Teraz byliśmy na standardowym spacerze, mieszkam w centrum, ludzie łażą, auta jeżdżą, psy biegają, normalne warunki. Mały wybiegł z bramy, za bramą jest ulica, zaraz za ulicą skwerek, zazwyczaj ktoś tam łazi, stoi, teraz akurat wyłaniał się jakiś miły dres z piwkiem, Antoś zaczął szczekać jak go zobaczył z daleka, żadnej innej reakcji nie było (tuptał sobie, nie zatrzymał się, nie zmienił kierunku). Później lał pod drzewkiem, koleś był bliżej, przeszedł obok - zero reakcji.
Podeszliśmy dalej - podsiknął, zaczął szczekać - trudno mi powiedzieć czy na kogoś konkretnego, stał, rozglądał się i szczekał w przestrzeń, wg mnie na przedmioty/ludzi w oddali, wątpię czy na konkretne. Przeszliśmy na drugą stronę ulicy, z daleka szła jakaś babka, szczeknął, jak znalazła się bliżej to przestał.
Babka podchodzi, Antek się uspokaja (jeśli naprawdę jest spokojny , a nie telepie się) i zachowuje ciszę - dostaje nagrodę od Pańci (pochwała słowna, smakołyk).
Vivien napisał/a:
Aha, jest jeszcze jedna sprawa - relacje z psami.
W sumie każdy pies jest od niego większy, a już na pewno każdy jest wyższy - nie wyłączając ratlerka.
Antoś wykazuje oczywiście zainteresowanie wszystkimi psami, ale na duże z miejsca spogląda z rezerwą. Do mniejszych podchodzi, niucha nosek-nosek, ale wystarczy, że taki piesek zrobi krok w jego kierunku, a mały kuli się, zwiewa i obszczekuje.
Wyeliminowałabym tutaj szczekanie (przez nagradzanie ciszy w kontaktach ze światem)- reszta to sygnały uspokajające, czyli psia gadka.
Vivien napisał/a:
Wydaje mi się, że przyczyna leży w spotkaniu jednym takim brzdącem jakieś dwa miesiące temu. Na spacerze podbiegł do niego jakiś szczeniak, chyba nawet ciut mniejszy od niego i po krótkim powitaniu zaczął na niego skakać, w sensie kopulacyjnie. Jego Pani niezbyt wyrywnie zareagowała, mi się w końcu udało małego odciągnąć, ale on się tego naruszania jego nietykalności mocno wystraszył.
Nie reagowałam wtedy w żaden nadzwyczajny sposób, nie pocieszałam, po prostu poszliśmy dalej.
Kurczę, może ja go za bardzo izoluję od innych psów na spacerach? Bo raczej unikam konfrontacji, zwłaszcza z tymi dużo większymi od Tosia, no a te mniejsze to tutaj z gatunku tych małych agresorów są :/
Z małymi, realnie niegroźnymi psami daj mu sobie wszystko ustalić - nawet jeśli tamten zaczyna kopulować. Psy tej samej wielkości, tej samej siły poradzą sobie ze sobą - bez przelewu krwi, bez problemu. Człowiek w tej relacji nie jest potrzebny.
Oczywiście mówię o przeciętnych psach.
_________________ "- O, widzi pani. Tamten pan. Założę się, że boi się bokserów. Że brzydzi się bokserami. Że nigdy w życiu nie miał psa i nie chce mieć psa. Bo żaden pies go nie zaakceptuje. Tego się boi. Bo psy czują, że człowiek jest nie w porządku. Zwłaszcza boksery. Są tacy ludzie, których moja bokserka omija szerokim łukiem. Są tacy, na których nie zwraca nawet uwagi. Ona to jest największy psycholog. I ja się z nią liczę. Są natomiast ludzie, których uwielbia. Pamięta pani, jak się do pani wdzięczyła? Jak się wyginała, jak podskakiwała, jak machała swoim kikutem ogona? Nieprzypadkowo. Ona wie, proszę pani. Ona wie."www.szczesliwypies.pl www.szczesliwypies.blog.onet.pl
Ogólnie wymijam, ale mieszkam w śródmieściu, towarzystwo bywa tu różne, biegają duże psy bez kagańców, co jeśli taki podbiegnie?
I tak nawiasem mówiąc - co ja sama, niezależnie od obecności psa, mam robić, kiedy podbiega do mnie duże psisko puszczone luzem?
Miałam raz taką sytuację, to akurat na spacerze z Tośkiem, wracałam ze spaceru późnym wieczorem, weszłam już w bramę (brama ma z 5 metrów) jak wchodziłam to widziałam po drugiej stronie ulicy psisko w typie rottwailera. Póżniej usłyszałam tylko warkot za plecami, wzięłam szybko Antosia na ręce, nie odwracałam się i starałam się iść spokojnym krokiem dalej, jak gdyby nigdy nic, i nie dostać zawału :]
Psisko stało chwilę za moimi plecami i powarkiwało, ewidentnie agresywnie, aczkolwiek kiedy nie reagowałam, to się jakby wyciszył, później właściciel - pijak łaskawie go odwołał.
Co mam robić gdyby taka sytuacja się powtórzyła, niezależnie od tego z jakim psem?
Ogólnie wymijam, ale mieszkam w śródmieściu, towarzystwo bywa tu różne, biegają duże psy bez kagańców, co jeśli taki podbiegnie?
Nic, jeśli zachowuje się spokojnie - od dużego, dynamicznego psa zabrałabym swojego - tzn. zastawiła go sobą, tyłem do agresora. Mój pies nienajmniejszy, więc na ręce nie biorę i Tobie też tego nie polecam. Musi stanąć na własnych nogach.
Vivien napisał/a:
I tak nawiasem mówiąc - co ja sama, niezależnie od obecności psa, mam robić, kiedy podbiega do mnie duże psisko puszczone luzem?
Miałam raz taką sytuację, to akurat na spacerze z Tośkiem, wracałam ze spaceru późnym wieczorem, weszłam już w bramę (brama ma z 5 metrów) jak wchodziłam to widziałam po drugiej stronie ulicy psisko w typie rottwailera. Póżniej usłyszałam tylko warkot za plecami, wzięłam szybko Antosia na ręce, nie odwracałam się i starałam się iść spokojnym krokiem dalej, jak gdyby nigdy nic, i nie dostać zawału :]
Psisko stało chwilę za moimi plecami i powarkiwało, ewidentnie agresywnie, aczkolwiek kiedy nie reagowałam, to się jakby wyciszył, później właściciel - pijak łaskawie go odwołał.
Co mam robić gdyby taka sytuacja się powtórzyła, niezależnie od tego z jakim psem?
Ruch przy psie nie jest wskazany.
Stajesz nieruchomo i odwracasz się tyłem/bokiem do agresora. Nie uciekasz.
Jeśli pies jest bardzo duży i agresywny, możesz ochronić Antka kucając przy nim, biorąc go między nogi (psy nie atakują wystających tyłków). Jakoś nie mam przekonania do brania psów na ręce - zazwyczaj czują się wtedy pewniej i zaczynają ujadać na caly świat, a mają się uspokoić i uniknąć konfliktu.
_________________ "- O, widzi pani. Tamten pan. Założę się, że boi się bokserów. Że brzydzi się bokserami. Że nigdy w życiu nie miał psa i nie chce mieć psa. Bo żaden pies go nie zaakceptuje. Tego się boi. Bo psy czują, że człowiek jest nie w porządku. Zwłaszcza boksery. Są tacy ludzie, których moja bokserka omija szerokim łukiem. Są tacy, na których nie zwraca nawet uwagi. Ona to jest największy psycholog. I ja się z nią liczę. Są natomiast ludzie, których uwielbia. Pamięta pani, jak się do pani wdzięczyła? Jak się wyginała, jak podskakiwała, jak machała swoim kikutem ogona? Nieprzypadkowo. Ona wie, proszę pani. Ona wie."www.szczesliwypies.pl www.szczesliwypies.blog.onet.pl
Jakoś nie mam przekonania do brania psów na ręce - zazwyczaj czują się wtedy pewniej i zaczynają ujadać na caly świat, a mają się uspokoić i uniknąć konfliktu.
No właśnie mały jeśli już ujada to na smyczy, na rękach od razu się uspokaja.
Wtedy wzięłam go na ręce właśnie po to, żeby go sobą zasłonić.
Wiesz, to jest taka pchła co waży 1,70 w porywach do 1,80 kg, dla przeciętnego psa na jeden kęs :/
Królik teściowej jest od niego większy i potrafi go pogonić
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum