pewnie mało kogo to interesuje, ale może ofiara się jakaś znajdzie
przyjechaliśmy do zakładu w piątek późnym wieczorem. chłopcy wyczaili nas z okien (teoretycznie byli już pozamykani w sypialniach) i krzyczeli do nas, ale żadne niecenzuralne rzeczy... ponoć kobiet łagodzą obyczaje

nasz wykładowca, zakładowy kierownik internatu, zaprowadził nas do sal klasowych, gdzie mieliśmy spać i wtedy paru chłopców się skądś pojawiło na korytarzu

ponoć nowy strażnik pracuje od tygodnia i "nie daje sobie z nimi rady..."

noc na szczęście była spokojna, choć potwornie niewygodna
w sobotę rano zapoznaliśmy się z chłopakami - wyglądali jak zwykłe łobuzy z gimnazjum. średnia wieku to ok 16 lat, wszyscy prawie łysi, w dresach, cholernie niewyrośnięci (z moim 159cm wzrostu wcale nie byłam kurduplem). pogoda była koszmarna, lało, ale mecz towarzyski piłki nożnej odbył się zgodnie z planem. dziewczyny zaplusowały grając na deszczu

i wygrały pierwszą połowę 1:0

w drugiej połowie chłopcy już pokazali na co ich stać (8:3

), ale sami prosili o przedłużenie gry. fajnie
po obiedzie był turniej siatkówki i w darta. tu były zgrzyty, bo grypsujący wystawiali "swoich ludzi" do gry po nagrody albo po prostu wykreślali zapisanych na zajęcia i wpisywali siebie... jako że wychowankowie podzieleni są na 3 grupy wychowawcze i ciężko zebrać wszystkich 30 na raz, to ciężko to było ogarnąć.
w niedzielę prowadziliśmy warsztaty. udały się

z moją grupą byłyśmy najlepiej przygotowane, strasznie dużo pracy w to włożyłyśmy... było super

gadałyśmy o związkach i miłości

zaskoczyły nas odpowiedzi chłopaków - oczekiwałyśmy, że najważniejszy dla nich w dziewczynie jest wygląd, seks, kasa itp., a okazało się, że najwięcej chłopaków wskazało naturalność
z rzeczy poza-zazajęciowych - super, że mogliśmy chodzić po zakładzie, mieliśmy klucze, mogliśmy siedzieć z chłopakami w pokojach i swobodnie rozmawiać. od jednego - dość ważnego wśród grypsujących - nawet usłyszałam, że mogłabym dać sobie radę jako wychowawca! czad! drugie życie bardzo widoczne, choć oni temu oczywiście zaprzeczają... no ale już 15letni chłopcy mają cynkówki
(wytatuowane kropki wskazujące na przynależność do grypsujących), łezki przy oczach bądź inne jednoznaczne tatuaże, jak czarne kreski na nadgarstkach (przerwa w życiorysie).
jedna panna od nas w ogóle tak się skumała z ich szefem, że to tragedia... obnosiła się z tym, że tak super im się gada. on na nią leciał, a ona żadnych granic nie ustaliła. była dumna z tego, że się nie boi, ale to był naiwny brak zaufania. i mu mówiła, że podobają jej się jego sznyty

zajebista

bez powodu dała mu plakat, który miał być nagrodą dla chłopców, nam powiedziała, że "on go zajebał" (świadkowie wydarzenia co innego mówią). na koniec dała mu "swój" numer telefonu, bo "złapał ją za ręce i nie chciał z pokoju wypuścić". a ona się cieszy, że super kontakt z chłopakami złapała...
podsumowując:
weekend pełen ważnych doświadczeń. najgorsze jest, że do poprawczaka trafiają chłopacy, którzy się nudzą na ulicy i robią głupoty. trafiają do poprawczaka i też się nudzą. wracają na ulicę, nudzą się i trafiają do więzienia, gdzie znowu się nudzą...

a jednocześnie ciężko zachęcić ich do wzięcia udziału w zajęciach. barczewo jest zakładem, gdzie wychowankowie są wyjątkowo opozycyjni w stosunku do kadry... ciężko jest. no i widzieliśmy izolatki. masakra

dosłownie jak cela więzienna, krwią na ścianie napisane JP.
no, to tyle. jeszcze nie ochłonęłam