typowa schiza to nie jest,ale przytrafiło mi się coś dziwnego.
w niedzielę wieczorem miałam zacząć opakowanie tabletek,ale zapomniałam ich na zjazd.jechałam prosto do pracy i umówiłam się z siostrą,że mi je podrzuci-wzięłam tabletkę przed 10,a zwykle biorę ok 22,więc niemal idealnie wstrzeliłam się w te 12 godzin (generalnie nie wierzę w magiczny zegar który czeka by idealnie po 12 godzinach wystrzelić jajeczko

),tego samego dnia (i wciągu kilku następnych) uprawiałam seks.dziś rano szłam do pracy i poczułam jakby coś ze mnie wyleciało-jakby więcej śluzu czy coś.w pracy poszłam do łazienki i zobaczyłam plamę krwi na bieliźnie i generalnie cały dzień plamię.zasadniczo tabletki nie trzymają mi cyklu i po tym opakowaniu (czwarte,był czas na przyzwyczajenie organizmu) chcę je zmienić,ale jeśli były plamienia to ok drugiego tygodnia i bardzo delikatne,a nie takie chlupnięcie żeby aż spodnie zabrudziło.
i tu przechodzimy do mojej lekkiej schizy-czy jest możliwe,by doszło do owulacji,zapłodnienia,ale tabletki zadziałały na tyle,że nie doszło do zagnieżdżenia i to krwawienie to takie jakby "poronienie" (w cudzysłowie,bo ciężko mówić o ciąży gdy nie doszło do zagnieżdżenia)?test raczej nic nie wykaże,bo hormony zaczynają się pojawiać dopiero po zagnieżdżeniu,a bardzo mnie to intryguje.generalnie jakbym miała zmieniać tabletki to miałam się wbić do lekarki bez rejestrowania się,tylko po receptę,ale nie wiem czy nie zapisać się na regularną wizytę,zbadać się i o to zapytać.