chyba, ze jest jeszcze jakas inna metody antykoncepcji (procz NPR)
NPR nie jest metodą antykoncepcji, nie wiesz jeszcze o tym?
Też mam na nogach żyłki, takie od zawsze, ale ostatnio jest ich więcej. Idę właśnie do ginki- spytam się, co to może być i czy od tabsów, bo mam uczucie ciężkości nóg takie nieprzyjemne. W rodzinie miałam zakrzepicę, ale gin stwierdził, że to nie ma związku (dziadek).
A jeszcze co do kasztanowca- łykać tabletki jakieś, czy się smarować? Czy może Lioton 1000 lepszy?
Olu ja już przetestowałam trochę tych mazideł z kasztanowca, tabletki z tym tez brałam - i uważam, że nic nie działało na mnie tak dobrze jak Lioton1000
Nie wiem, jak wyglada sprawa tej zakrzepicy, kto ja ma czy dziadek, czy mama, ale jest to dziedziczne i ona tez moze miec. Jak z nia bede gadac, to sie dowiem. Ale mimo wszystko ryzyko i tak jest, to jest fakt.
A ja po prostu mam sie zorientowac czy sa jakies metody antykoncepcyjne, ktore nie beda problemem w tej sytacji...
A zylki na nogach to ja tez mam i zyje Choc ostatnio mam wlasnie uczucie ciezkosci nog i bola mnie lydki. Ale to mi po pilce zostalo
No, ja wróciłam od ginki i kazała zrobić krzepliwość krwi, smarować Liotonem no i zmieniła mi tabletki na Micro
chadalusia, już wiesz, o co mi chodziło
[ Dodano: Pią 10 Sie, 2007 20:45 ]
Ja na pewno nie mam tego po żadnym sporcie. I żyłki też mam od zawsze- nigdy mi nie przeszkadzały. Ale teraz normalnie nogi mnie bolą. Mam nadzieję, że po Micro się zmieni (nie tylko to...).
mam teraz stojaca prace, 3 dni pod rzad po 12 godzin:( I wlasnie zauwazylam coraz wiecej pajaczkow na nogach. Lioton pomoze? Ale jak tym smarowac? Cale odnoza czy tylko miejsca pajaczkow?
A tak w ogole moze macie jakies sposoby sprawdzone, zeby jakos zabezpieczyc nogi przy takim obciazeniu zeby nie puchly, mniej bolaly, zeby pajaczki nie wyskakiwaly?
_________________
Życie nie powinno byc podróżą do grobu z intencją, aby dostać się tam bezpiecznie w atrakcyjnej i dobrze zakonserwowanej postaci...
Jest raczej ślizganiem się z boku na bok, z czekoladą w jednej dłoni, winem w drugiej, ciałem gruntownie wyeksploatowanym, totalnie wyczerpanym i z krzykiem... rozkoszy...
Nie wiem czy to dokładnie do tego tematu, ale zauważyłam, że kiedy wypiję trochę więcej alkoholu boli mnie żyła na zgięciu lewej ręki, tak jakby w miejscy pobierania krwi. Co to może oznaczać?
Tylko proszę się ze mnie nie śmiać
_________________ nie kupuję więcej niż mogę zjeść
nie kupuję więcej niż mogę zużyć
to ja jeszcze sie dopisze...
bralam od ponad roku Logest, 4 miesiace temu zmienilam bez konsultacji z lekarzem na Yasmin, i od jakiegos czasu tez mam wrazenie ze pojawilo mi sie wiecej zylek i uczucie ciezkich nog. Dzis bylam u ginekolog, powiedziala ze te zylki to defekt kosmetyczny ale nic niebezpiecznego, a gdybym miala zakrzepice to juz by sie ujawnila i nie mam co myslec o zagrozeniu zycia a zadne badania nie sa potrzebne. Ale u mnie w rodzinie zylaki, ciezkie, sa dziedziczne wiec martwie sie tak czy inaczej.
Zaufac jej opinii czy skonsultowac sie jeszcze z kims?
Z jednej strony, kiedys wykryla u mnie powazna i niezbyt spotykana chorobe, wiec powinnam jej chyba wierzyc. Z drugiej, powiedzialam, ze ze wzgledu na moja sytuacje moglabym zrobic jedno-dwumiesieczna przerwe, ale nie wiem czy warto sobie mieszac skoro zadnych poza pajaczkami negatywnych efektow nie ma - a odpowiedz byla, ze warto taka przerwe zrobic - no i to chyba nie jest zgodne z tym, co czytalam na forum, wiec jestem zdezorientowana... znacie moze jakiegos godnego polecenia gina w Wawie?
A nuż... Ja bym to jednak skonsultowała. Zawsze warto znać zdanie kilku lekarzy. Bowiem nikt nie jest nieomylny.
arbre [Usunięty]
Wysłany: Czw 27 Sie, 2009 09:06
wracam do moich problemów z zylkami, moze ktoras z was cos mi poradzi...
No wiec mam te moje zylki, stosuje Logest znow, i nie mam pojecia co robic.
Gin i lekarz pierwszego kontaktu twierdzi, ze moj problem jest tylko kosmetyczny, nic nie musze robic, ew. jesli mi wyglad nog przeszkadza, to moge je pozamykac - ale nie jest to konieczne. Flebolog tez powiedzial cos podobnego, ze jakiejs wielkiej koniecznosci interwencjio w moje zylki nie ma. Ale... jak mu o antykoncepcji wspomnialam, to jakos sie zasmecil, i powiedzial flebolodzy jej nie lubia i radzilby albo przestac, albo cos wewnetrznego zastosowac.
I jestem w kropce.
Pigulki lubie, bo zawsze w razie czego moge po prostu przestac brac, zreszta nigdy poza tymi zylkami nie mialam zadnych problemow. I nikt nie stwierdzil definitywnie : "nie bierz".
Czy ktoras z was przestala brac tabsy wlasnie ze wzgledu na problemy z krazeniem, czy bylo to spowodowane jakims kategorycznym zakazem, czy tylko takim dosyc niezobowiazujacym zaleceniem?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum