Dołączyła: 25 Paź 2007 Posty: 154 Skąd: znad morza
Wysłany: Sro 11 Sie, 2010 13:14
Znęcanie się nad zwierzętami
Byłam dzisiaj świadkiem znęcania się nad zwierzęciem, dokładnie kotkiem, malutkim, szarym dachowcem. Mój sąsiad, trzy razy na moich oczach wziął kota za skóre i z całej siły nim rzucił, kotek spadał na plecy i uciekał. Sąsiadka powiedziała mi, że wczoraj tak samo wyrzucił go za rzekę. Nie mogłam na to patrzeć więc gdy sąsiad gdzieś poszedł wzięłam kota i zabrałam go do domu. Okazało się, że jest wychudzony. Miałam w domu kilka saszetek jedzenia dla kotów więc mu dałam, zjadł jakby dawno nic nie jadł. Teraz siedzi zamknięty w łazience, bo wiem że jak go wypuszczę to tam wróci.
10 lat temu uratowałam od tego człowieka mojego psa, a mój pies do dzisiaj ma uraz po tych 2 miesiącach, które tam przeżył.
Co ja mam zrobić? Dzwonić na policję, do straży dla zwierząt? Oddać komuś raczej będzie ciężko, ja co najwyżej mogłabym go zaszczepiś, wykastrować/wysterylizować i dokarmiać. Dodam, że ja się tego człowieka boję, bo kto wie co mu może to głowy przyjść, jak się dowie, że mu kota zabrałam albo powiadomiłam o tym w.w służby, moi rodzice mówią to samo:( Mieszkam na wsi, gdzie ludzie traktują zwierzęta jak traktują, a jak widzą, że coś złego się dzieje to boją się reagować lub po prostu nie reagują "bo to tylko kot czy pies", ja tak nie potrafię i musze coś z tym zrobić, tylko co
Oto on/ona
_________________ Byłoby szczęściem móc uszy i inne zmysły tak zamykać jak oczy.
Ostatnio zmieniony przez Mała Mi Sro 11 Sie, 2010 13:40, w całości zmieniany 1 raz
Bas, nienawidzę takich ludzi. jak słyszę o czymś takim to budzi się we mnie agresja ogromna i chętnie zrobiłabym to samo z nimi a czy tego nie można zgłosić anonimowo, skoro boisz się tego sąsiada?
Bas, w takim razie odrobacz, zaszczep, wykastruj, a w międzyczasie ogłoś się w necie, że masz kotka do oddania, jest dużo for, gdzie można umieszczać adopcyjne ogłoszenia. Wrzuć zdjęcie z opisem na nk, fb, może ktoś znajomy zechce, znajomy znajomych, czy cuś.
nie sadze, zeby pana spotkała jakakolwiek kara. domyslam sie, ze pogrożenie palcem przez panią z legitymacją TOZu na nim wiekszego wrażenia nie zrobi. musiałby byc sąd musiałabyś byc swiadkiem a i tak nic by ztego nie było bo przecież kotek sie nei rozpadł. jakiejś kary mozna sie spodziewac niestety przy ciężcyh sprawach, która wywrze duże wrażenie na sądzie.
przykre ale prawdziwe, za takie zachowanie nie ma kary
nie oddawaj panu kotka, na pewno znajdzie sie dla niego dom. spróbuj poszukac pomocy w stowarzyszeniach i fundacjach, np afn.pl
dziewczyny zawsze maja mnóstwo kotów ale może pomogą Ci znaleźć dom.
a pana się nie bój.
z reguły ludzie sie boją takich mend a najczęwsciej prawda jest taka, ze to wiejskie głupki, którym latwo przychodzi znęcanie się nad bezbronnymi zwierzętami, ale do sąsiada nie wyskoczą.
jak sie boisz, to nie przyznawaj się, że masz kotka tylko załatw sprawę po cichu.
uratowałas kotkowi zycie. brawo
PS. Srodki prawne są mało skuteczne przy takich sprawach, ja w swojej kilkuletniej karierze imałam się różnych raz jak pan fikał i mnie zwyzywał to zwyzywałam go również tylko znacznie gorzej niż on mnie i oddał psa. różnych sposobow sie trzeba imać.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Zoe Sro 11 Sie, 2010 14:30, w całości zmieniany 1 raz
Dołączyła: 25 Paź 2007 Posty: 154 Skąd: znad morza
Wysłany: Sro 11 Sie, 2010 14:28
Taraz myślę nad dwoma rozwiązaniami.
Albo oddam go komuś, o ile ktos chętny się znajdzie, co jest niestety mało prawdopodobne.
Albo go przygarnę i tak jak pisałam zaszczepię, wykastruje/wysterylizuje, kupię obróżkę i będę karmić, nie będzie mieszkał w domu ale coś się zorganizuje. Jeżeli ktoś będzie pytał to powiem, że kot sam przyszedł do nas i myślałam że jest niczyj więc go przygarnęłam.
Tylko, że to jest zbyt bliskie sąsiedztwo i zbyt nienormalny człowiek:/
Policja raczej nic w tej sprawie nie zrobi, a straż dla zwierząt mogłaby tego kota zabrać, ale ona pewnie i tak później weźmie sobie nowego :/ Jeżeli zgłosze to oczywiście anonimowo. Narazie kot jest nakarmiony i bezpieczny. Odziwo mój leciwy piesek bez problemu wpuścił kociaka pod swój dach, gorzej było z kotem jak zobaczył psa
_________________ Byłoby szczęściem móc uszy i inne zmysły tak zamykać jak oczy.
Bas ale jak on się dowie, ze kotek od niego uciekła i go złapie to z kotkiem moze być źle...
wydaje mi się, ze jednak najlepszym rozwiazaniem jest przekazanie go do adopcji.
zrób mu ładne zdjęcia, im ładniejsze tym szybiciej się znajdzie dom. potem wstaw go na allegro, wszelkie inne portale ogłoszeniowe, opisz historię na facebooku a najlepiej jeszcze załóż mini blog, porozsyłaj linki, podlinkuj na innych, popularnych blogach. uda się
wakacje masz
Dołączyła: 25 Paź 2007 Posty: 154 Skąd: znad morza
Wysłany: Sro 11 Sie, 2010 14:56
Tak, tak adopcja w pierwszej kolejności.
Jeżeli się nie uda no to zostanie i będziemy o niego walczyć, bo warto Włazi mi na głowę i nie chce schodzić z kolan.
Nie wiem tylko czy to kot czy kotka, bo się nie znam.
Narazie ciężko jest zrobić mu ładne zdjęcie, bo wariat ciągle się rusza albo leży na kolanach. Wklejam jeszcze jedno zdjęcie, sceneria taka a nie inna, bo kot narazie przebywa w łazience, mam w domu remont i ciągle ktoś wchodzi, wychodzi, a kot zapewne wykorzystałby pierwszą okazję i zwiał do swojego oprawcy
_________________ Byłoby szczęściem móc uszy i inne zmysły tak zamykać jak oczy.
Bas, pięknie postąpiłaś! Bardzo się cieszę,.że istnieją jeszcze tacy ludzie jak Ty.
Biedne kocię co ono przeszło
Ma piękne ,mądre oczy i śliczną mordkę - na pewno znajdziesz mu nowy i kochający dom.
Zajrzyj na forum miau.pl - tam ludzie ogłaszają koty do adopcji.
dina delusiTy miałaś po powrocie szukać kociaka do adopcji
_________________ To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Dołączyła: 25 Paź 2007 Posty: 154 Skąd: znad morza
Wysłany: Sro 11 Sie, 2010 21:17
Jest kocurkiem i ma około 4 miesięcy:)
Byliśmy u weterynarza. Dzisiaj go odpchliliśmy, a w piątek jedziemy na odrobaczanie. Lekarka dała mu też środek przeciwbólowy, bo kiciuś krzywo stawia łapki i mam obserwować czy po tym środku będzie chodził normalnie. Możliwe, że się poobijał u poprzedniego "właściciela" i go bolą. Musi tez troszke przybrac na wadze. Kotek cały czas miałczy, jakby płakał. Nie wiem czy to normalne w nowym miejscu? Jest bardzo ruchliwy i trudno za nim nadążyć, a w samochodzie przechodził samego siebie
Nadal ukrywam go przed światem i tym bardziej nie pozwolę żeby stała mu się krzywda, bo polubiłam go mimo, że za kotami do tej pory nie przepadałam:)
Mieszkam w okolicy Słupska, więc jakby ktoś był chętny to oddam w dobre ręce.
W inny region Polski w miarę możliwości mogę kociaka dostarczyć, nie wiem jak ale coś się wymyśli;)
Kot jest zabawny, mój P który nie lubi kotów polubił go, a mama mowi, ze szkoda go bedzie oddac, bo juz sie przywiazala. Widocznie ma coś w sobie chłopak
_________________ Byłoby szczęściem móc uszy i inne zmysły tak zamykać jak oczy.
Kotek cały czas miałczy, jakby płakał. Nie wiem czy to normalne w nowym miejscu?
Chyba normalne, mój A. niedawno adpotował kotka i przez pierwsze tygodnie miauczał bez przerwy, tak samo jak mówisz... jakby płakał. Teraz już mu trochę przeszło, choć nadal się zdarza, gdy czegoś chce
Hmm, a być może to też kwestia wieku? Nasz kotek ma ok 6 miesięcy.
kurcze... do powodów narzekań na moich teściów dochodzi ich podejście do zwierząt - zawsze jak przyjeżdżamy poruszamy ten temat ale odpowiedź jest ta sama "eeetam"
Pierwsza sprawa - pies - bardzo duży biały kundelek który mieszka w klatce ok 1m/2m
Koty - aż żal na nie patrzyć - chore wyliniałe z takimi łysymi plamami - nie da się przemówić teściom do rozsądku, że decyzja o posiadaniu zwierząt wiąże się z jakąś odpowiedzialnością
Druga sprawa to zwierzęta które hodują "na obiad" (kury i króliki) które teść zabija przy ścinając im głowy kosą elektryczną no i czasami rzuca komentarzem, że się zwierz wyrywał itp.
Kosa jest narzędziem uniwersalnym - nieproszone kuny też kosą traktuje, do nor kretów wlewa żrące środki bo kopce mu trawnik psują (trawnika nie podlewa bo mu wody szkoda...)
Ten człowiek mnie przeraża, czasami mam wrażenie, że taki sadyzm mu przyjemność sprawia. Jesteśmy tam 2 razy w roku a zawsze ma jakieś krwawe hist z wczoraj w zanadrzu, i nie ma to związku z nami - już się nauczyli że na nasz przyjazd się zwierząt nie zabija bo ja nie jem (mimo ich komentarzy) chłop też nie ruszy mięsa z ich chowu bo nie dają go do przebadania.
Nie wiem... chłopak mówi że ludzie ze wsi mają takie podejście do zwierząt i że to norma że nie ma się oporów przed zabiciem i zjedzeniem istoty którą się karmiło, a psy na wsi na ogół w mini klatkach albo na łańcuchu i resztki jedzą (teściowie też pokarmu dla psów nie uznają) dla mnie to zakrawa na znęcanie się...
PS Bas - Respect. Przepraszam za własny wywód ale od jakiegoś nie mogę sobie tego racjonalnie wytłumaczyć
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum